Weekend był jednym z najcudowniejszych w moim życiu. Ogarnięta muzyką nie słyszałam własnego głosu łączącego się z tysiącami innych w równym śpiewie. Emocje, łzy, śmiech... A problemy i wątpliwości gdzieś za mgłą rzeczywistości, daleko ode mnie. Niestety to co dobre zwykło się kończyć dość szybko, także i CLMF dobiegł końca. Trzeba było wrócić do szarego świata.
A powrót okazał się boleśniejszy niż się spodziewałam.
Burczenie na dzień dobry nikomu nie poprawia nastroju i potrafi zepsuć nawet ten najlepszy. Po jeździe w ścisku w pociągu człek chciałby chociaż usłyszeć: "Dobrze, że wróciłaś" albo chociaż "Miło, że już jesteś" A tu nic. Tylko burczenie, warczenie i półsłówka. Poczułam się po pierwsze jakby zeszło ze mnie powietrze, wyparowała cała pozytywna energia, którą skumulowałam w sobie od piątku, po drugie jakby mi ktoś cisnął na piersi 10 tonowy ciężar. Z trudem oddycham.
Nie lubię kłamstwa ale jestem mistrzynią w okłamywaniu samej siebie. Tylko na dłuższą metę to nie wychodzi.
Usłyszałam, że jestem przewrażliwiona, uprzedzona i znów sobie różne rzeczy wymyślam. Ciekawe czy tak jak ostatnio, gdy po niezbyt długim czasie okazało się, że jednak miałam rację... Ale nie czepiajmy się szczegółów. W końcu jako jednostka przewrażliwiona, z pewnością sieję defetyzm i w tym względzie.
Jestem dzisiaj rozdrażniona. Skumulowało się kilka powodów. Wczorajszy wieczór (niech to szlag weźmie), dzisiejszy ranek (szlag niech weźmie ponownie), stres związany z czwartkiem (nie tylko dotyczący tego co usłyszę, ale tego co powiem, jak się do wszystkiego odniosę, co zrobię później - nie lubię czekać), moje własne przemyślenia (pierdolony altruizm i jedynie szczątkowy egoizm.. Czy ja zawsze muszę się przejmować tym jak coś wpłynie na innych? Przecież oni mają to głęboko w d...!)
Przytłacza mnie nadmiar myśli i uczuć. Powinnam znaleźć sobie coś, na czym mogłabym je spożytkować. Najlepszy byłby taniec, ale obowiązki wrzeszczą mi nad głową. Co by to było gdybym zamiast uczyć się do egzaminów albo sprzątać graciarnię, poszła potańczyć? Tragedia i trzecia wojna światowa.
Jak dobrze byłoby wyjechać.
Zacząć od nowa.
Wszystko...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz