poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Wind of change...

I się porobiło...
Podjęłam decyzję i teraz się z niej nie wycofam. nie wiem czy dobrze robię, ale jeżeli nie podtrzymam jej to będzie kanał.

Wyprowadzam się.
Od połowy września zmieniam adres. Muszę stanąć na nogi i złapać równowagę.
Nie będzie łatwo, ale przecież nie będę sama.

Nie wiem co będzie. Moje życie się skomplikowało ostatnio dość gwałtownie. Zostałam zaskoczona pewnymi słowy. To znaczy część mnie jest szczęśliwa, pozostała zaś czuje się przerażona.
Pierwszy raz w życiu nie mam żadnego planu...

1 komentarz:

Annathea pisze...

Aż sama nie wiem co napisać...
Może tak: przykro mi, bo cokolwiek sprawiło, że pojęłaś taką decyzję, musiało być dramatyczne. Trzymam za Ciebie kciuki i wierzę, że das radę!