Przychodzi moment gdy czekolada i tequila nie wystarczają, kiedy podświadomie sięgam po masochizm emocjonalny, a potem wbijam sobie paznokcie we wnętrze dłoni, bo ból fizyczny jest łatwiejszy do opanowania niż ból psychiczny.
Dzisiaj od rana jadę na muzyce Rob'a Dougan'a i masochistycznie tłumionej potrzebie ucieczki w góry Alpy. Albo środek lasu. Właściwie kierunek dowolny, byle daleko.
Czuję się zmęczona i zagubiona. Zupełnie jak ślepiec pozostawiony w miejscu, którego nie zna, w którym nie szepczą do niego żadne kąty. Bez psa przewodnika i białej laski.
Nie wiem sama co mam robić, jedno jest pewne, dalej być tak nie moze. A dlaczego? Bo zwariuję.
Tracę po kolei moje zapasowe wentyle bezpieczeństwa i jestem już bliska wybuchu. Brak snu też nie pomaga...
Moje zawody ze snem w ciągu ostatniego tygodnia wyglądają następująco:
Sen: 0 Ja: 4
Prowadzę!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz