poniedziałek, 27 września 2010

Niepewność...

Jestem w Zakopcu. Za oknem zimno, buro i mokro - nic zachęcającego do wyjścia na dwór ani do radośniejszych przemyśleń. Zupełnie jakby pogoda sprzysięgła się przeciwko mnie i zawiązała pakt z drążącą mi Serce niepewnością i opadającymi mnie wątpliwościami.
Pracy dużo lecz póki co narzekać na większe niezgodności nie mogę. Trzeba się sprężać z badaniem bo czasu mało. Damy radę!

Z rzeczy miłych i sympatycznych kupiłam wczoraj kozaczki. Beżowe z jasnymi pomponikami, zamszowe, w sam raz pasujące do mojej kożuszkowej kurteczki na zimę. Fantastycznie wyglądają mi na nogach, ładnie opinają łydkę, tuszując nieco jej masywność i rysujące się mięśnie. Cieszę się z zakupu podwójnie, bowiem primo - zakup udany, duo - w Karpatach zapowiadali śnieg. Biorąc pod uwagę, ze czeka mnie jeszcze wycieczka do Polanicy i Karpacza istnieje znaczne prawdopodobieństwo iż na biały puch się natknę. Ocieplane buty się przydadzą :D

Na poprawę humoru mam owcę do przytulania!

Tydzień mieszkania samodzielnie minął. Nie mogę narzekać, chociaż trudno uznać że rzeczywiście byłam sama. Przez dom przewijało się dużo ludzi, a realnej samotni doświadczyłam przez dwa - trzy dni. Pozostawię to bez komentarza.
Ostatnia wizyta Kudłatego była wnosząca nieco do sprawy, ale nadal dziwna w skutkach. Tęsknię jak tęskniłam, może przez chwilę byłam nieco spokojniejsza. Teraz jednak... Ech... Mnie chyba nigdy nie będzie dane uspokoić rozhisteryzowaną Serce...

Kudłaty ostatnio zadawał dziwne pytania. I równie dziwnie mówił. Nie wiem sama czy kłaść to na karb tego iż był pod wpływem alkoholu czy pominąć ów fakt, bo przecież nie był pijany...
Sama nie wiem, którą wersję uznać za lepszą dla mnie samej.
Właściwie pytania i stwierdzenia dotyczyły jednej kwestii. Naprawdę nie wiem co o tym myśleć. Póki co czuję niepokój.

Powoli zaczynałam stawać na nogi a tymczasem czuję jakby znów grunt usuwał mi się spod nóg. Jestem zmęczona chodzeniem po grzęzawisku, na którym muszę uważać na każdy krok. Dlaczego nie mogę znaleźć się na ubitym trakcie? Chociaż raz...
Sytuacja staje się mocno dziwaczna. Role popieprzyły się nieco i nie wiem czy to kwestia spaczonego poczucia humoru Pana Rzeczywistość czy też przewrotna natura mnie samej. Z Kudłatym po tym co powiedział w sobotę trudno mi rozmawiać, bo nie wiem jak mam się ustosunkować do tych jego wypowiedzi. Nietrafiony żart? Stwierdzenie faktu? Uprzedzenie o planach? A może próba wybadania w obliczu tego co już się wydarzyło?
Niepewność i bezradność męczy mnie ostatnio jak nic na tym świecie. Poza tym oszukał mnie i moje mocno zachwiane zaufanie do płci przeciwnej daje o sobie znać. Oszukał w sprawie błahej i niewiele znaczącej. Wiedźma we mnie poddaje w wątpliwość zasadność mojego zaufania. Przecież skoro tak łatwo przyszło mu oszukanie mnie w przypadku takiego duperela to nie będzie miał żadnych problemów by uczynić to samo w sprawie istotnej, prawda?
Odzywa się od czasu do czasu ale to nie to samo co wcześniej. Zupełnie jakby podjęta decyzja i ostatnia jego wizyta uwieńczyła osiągnięcie zamierzonego celu i stratę zainteresowania.
Poza tym powiedział bratu. Dziwnie mi z tą świadomością, bo nie wiem co na to usłyszał w odpowiedzi. Przecież nawet jeżeli zapytam to mi nie powie, przynajmniej nie wszystko. Powie co uzna za stosowne i co będzie sam chciał. Z drugiej strony jeżeli napomknął chociaż to znaczy, że nie traktuje całej sprawy jako takiej, która przeminie z wiatrem i jest jedynie kurzem na meblu. To pocieszające. No chyba, że po prostu się pochwalił... hmmm.... nie wiem jak to nazwać... sukcesem? Albo potraktował to jak ciekawostkę przyrodniczą...
Przerysowuję.
Histeryzuję.
Tycieńkę...
Wczoraj dzwonił do mnie K. Tak przed snem. Zamienili się chyba z Kudłatym na "role". Rozmawiał ze mną póki nie usnęłam. Dał mi się wygadać i był zadziwiająco miły. Zaprosił mnie do kina po moim powrocie. I na kawę. Bez zobowiązań... Nie wiem czy pójdę. Z jednej strony mam na to ochotę bo mimo wszystko go lubię. Z drugiej strony nie wiem czy to dobry pomysł, bo nie chcę wzbudzać nadziei.
Ja serio jeszcze nie postanowiłam nic ostatecznie. Waham się. To szczere i uczciwe pochylenie głowiny przed Życiem.

Brak komentarzy: