piątek, 15 października 2010

Popadam w obłęd

Powoli i systematycznie pogrążam sie w ciemnej czeluści bezsilności.
K. wykańcza mnie psychicznie każdą wiadomoscią, ktorą do mnie pisze. Precyzyjny, wykalkulowany ton i wyważone slowa, z ktorych kazde kąsa, acz trudno zarzucić im brak grzecznej formy. Nie znoszę być traktowana jak upośledzona pięciolatka i nie potrzebuję instrukcji jak mam żyć, oddychać i wkładać psu jedzenie do miski.
Czuję się coraz bardziej zmęczona i rozżalona, coraz bardziej osaczona. Powoli zaczyna ogarniać mnie zimna furia, jak Yaslanę albo Sadiego w opowieściach Czarnych Kamieni. Już niewiele brakuje do zamglonych oczu i chłodnego okrucieństwa, do precyzyjnie wymierzonych kroków i celnie rzuconych słów. Już niewiele brakuje do nienawiści, a tak bardzo nie chciałam tego...
Znów wzbiera we mnie ryk i wściekłość, znów bestia domaga się karmy z gniewu, znów Rozum pochłania mgła frustracji a Serce pogrąża się w ciemnym szaleństwie.

Zaczęły trząść mi się ręce i znów zaczęłam bełkotać, mówić niewyraźnie, kolejną fazą będzie jąkanie a potem milczenie. Czuję jak zaczyna działać mechanizm obronny i opadają kolejne opancerzone drzwi do mojego wnętrza, do umysłu, do emocji, do duszy... Zamykam się.
Wtłaczam uczucia do kolczastej kuli i zamykam w sejfie, do którego nie ma dobrej drogi, do któego dostęp mam tylko ja.
Wiem, co on robi i nie umiem zapobiec temu co się dzieje. Łamie mnie... Po prostu mnie łamie.. Sprawia, że wątpię w prawdziwość innych uczuć, sprawia, że wątpię w swój osąd. Sprawia, że wątpię w miłość i zaufanie.
Pragnę się zapomnieć, odciąć umysł od ciała i pozwolić działać instynktom, dać się prowadzić zwierzęcej naturze.. Szarpać, gryźć, atakować... Czuć obcą krew, obcy strach, obcy ból. Chcę niszczyć i rozrywać na strzępy. Chcę czuć czyjeś cierpienie. Chcę je zadawać.
Chcę zemsty...
Chcę wypuścić to, co zamknęłam dawno temu w sobie...
Ten medal ma jednak drugą stronę. Moja dusza przez to cierpi... Ilekroć zadaję ten ból komuś, ilekroć ranię, ilekroć realizuję zemstę, za każdym razem, moja dusza łka i przybywa ran na sercu. Nie potrafię zanurzyć się w nienawiści po czubek głowy, nie umiem nie słyszeć płaczu i nie reagować na ból. Moja dusza pragnie nieść ukojenie.
Jakiż to żart Boga? Z jednej strony zamknął we mnie dziką i krwawą bestię, z drugiej dał skrzydła i dobroć Serca. Skrzydeł nie widać, życie je podcieło, ale dobroć w sercu została. I boli.
Zamykam się.
I nie chcę.
Zamykam się....
A serce szepcze o...

Brak komentarzy: