wtorek, 2 listopada 2010

Blue is the new black

Taki napis głosi mój kalendarz na listopad. Niebieskie jest nowym czarnym... Może w takim razie płacz będzie nowym uśmiechem, a ironia nowym poczuciem humoru? Nie, to chyba nie przejdzie....

Napisałam na UW. Chcę dołączyć do studentów antropologii jeszcze w tym semestrze, o ile władze uczelni okażą się łaskawe. Jeżeli nie, to w zanadrzu mam kulturoznawstwo (już wyrazili zgodę), dyplomację kulturalną (podyplomówka) albo dziennikarstwo i komunikację społeczną (nabór się dopiero zaczął, zajęcia od stycznia). Kulturoznawstwo ma program najbardziej zróżnicowany i interesujący, ale źle mi się kojarzy.. S. studiuje kulturoznawstwo. Z drugiej strony co mnie to obchodzi? Studiuję dla siebie, a on jest tylko jednym z wielu... Może się zdecyduję? Mam tydzień.
Potrzebuję czegoś co mnie stymuluje i nie pozwoli się pogrążyć w marazmie ani użalać się nad sobą. Potrzebuję wyzwań. Potrzebuję zajęcia... Takiego absolutnego zapełniacza czasu czymś co mnie naprawdę zainteresuje.

Jeszcze 30 minut do spotkania z K. Nerwy mam napięte do granic możliwości. Nie wiem czego mam się spodziewać tym razem, bo to co usłyszałam wczoraj kompletnie mnie rozwaliło. A dzisiaj? Dzisiaj będzie miły i uprzejmy? A może wręcz przeciwnie? Najwyżej puszczą mi nerwy i znów się popłaczę, a potem wydrę jak dzikus i zagryzę go na miejscu. Będę miała spokój, wikt i opierunek... ;)

Mam ochotę wyłączyć się ze społeczeństwa na chwilę.

Marzę o śniegu...

Brak komentarzy: