Dzisiaj natrafiłam na portal, który zmusił mnie do otarcia oczu z łez i zburzył mój światopogląd.
To chyba właśnie jest ten bodziec, o którym rozmawiałam z Ł. przez pół nocy.
Okazało się, że jednak można kochać za bardzo. Ba! Znalazłam artykuł, który odzwierciedla moje relacje z mężczyznami. Konkluzje i wnioski po przeczytaniu tych kilku publikacji mnie przeraziły i pogrzebały mnie samą za horyzontem własnych emocji i umysłu.
Tak, jestem uzależniona.
Tak, jestem kobietą kochającą za bardzo.
Tak, albo się zmienię, albo to mnie zniszczy.
Tak, zapisałam się na te cholerne warsztaty psychologiczne bo ginąć nie chcę.
Tak, wiem, że będzie bolało.
Tak, wiem, że serce muszę zaleczyć.
Artykuł "Mężczyzna za murem" odwzorowuje częściowo to co się w moim życiu dzieje ostatnio. Przypomniał mi się Wołodia, który swego czasu mnie uprzedził, że ja nie mogę pomóc. Dopóki nie pomogę sobie.
Sean mnie też ostrzegał, ale nie chciałam słuchać. Jak zawsze przecież wiedziałam lepiej.
Pakowanie się w kolejny toksyczny związek nie jest najlepszym rozwiązaniem, ani najszczęśliwszym zbiegiem okoliczności. Jest syndromem uzależnienia. Od miłości, od cierpienia, od mężczyzny...
Prawda jest bolesna, ale nie da się jej oszukać.
Cudów nie ma a wyjście z tej patowej sytuacji jedno. Okazuje się, że mój instynkt samozachowawczy jednak działa. Tylko szwankuje system ostrzegania przed tym co robię później.
Co zrobiłam z K.? Odeszłam.
I wpakowałam się w związek z S. Tak samo niszczycielski dla mnie, o ile nie bardziej. Kocham za bardzo. To stwierdzony naukowo syndrom dotykający ludzi, którzy boją się zaangażować emocjonalnie. Bo boją się zranienia. Boją się samotności. Boją się siebie samych.
Co powinnam zrobić?
Odejść?
Status quo rani i prawdę mówiąc jest mocno popieprzone.
Na pierwszy rzut zapisałam się na spotkanie grupy wsparcia i warsztaty psychologiczne.
Nie mogę się dać zabijać w ten sposób.
Nie mogę sama siebie zabijać.
Znalazłam "Sen o królewnie". Nie pozwolę sobie skończyć jak ona....
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz