Życie toczy się dalej.
Wczorajsza uwaga S. i dzisiejsza poranna rozmowa z Ł. przy śniadaniu dała mi pożywkę do zastanowienia się nad własnym działaniem. Mea culpa.
Faktycznie duża część powstałych nieporozumień i niedopowiedzeń wynika z mojej winy, bo NIE MÓWIĘ. Z powodu durnych wieloletnich doświadczeń mam zwyczaj milczeć w sprawach, które mnie bolą i wyskakiwać z nimi po czasie, w najmniej odpowiednim i spodziewanym momencie.
Przyznaję rację obu panom iż informowanie na bieżąco oszczędziłoby wielu kłopotów i nie wprowadzałoby nerwowości w moje relacje z ludźmi...
Obiecuję poprawę i obiecuję, że się postaram nie zamykać i nie dusić tego w sobie. Chociaż to będzie trudna i ciężka droga, ale uznałam, że warto się poświęcić. Dla potomności ;)
Inną sprawą są słowa wypowiadane w gniewie lub złości. Należy pamiętać, że one ranią. Nie bez kozery stare dalekowschodnie przysłowie mówiło: Język może zmiażdżyć człowieka...
Na słowach usłyszanych przed laty zbudowałam mur nieufności i lęku, za który wśliznęłam się i długo nie chciałam wyjść z własnej klatki. Nie jestem jasnowidzem i biorę słowa za wykładnik myśli i sądów mojego rozmówcy. Szczególnie gdy go nie widzę, gdy nie siedzi naprzeciwko i nie mogę dojrzeć jego wyrazu pyska. Albo wtedy gdy tak samo jak ja nie mówi od razu co myśli i czuje. Z tego się rodzą kłopoty... I tyle.
Pierwsze spotkanie warsztatowe za mną. Nie powiem... Zapowiada się interesująco, chociaż autoanaliza własnego działania, a raczej jej wyniki mnie lekko przerażają. Popełniam nagminnie pewne błędy, według schematu zakorzenionego we mnie od najmłodszych lat. Bo tak było bezpieczniej, ale jak się okazuje, wcale nie najlepiej dla mnie samej. A im dalej w las... Jak widać Ł. miał rację mówiąc iż mam bajzel w głowie. (użył innego słowa ale obiecałam sobie kulturalność :P) A przecież to tylko nieumiejętność nawiązania normalnych relacji i problemy z zaufaniem... swoista niedojrzałość emocjonalna. Nie mająca nic wspólnego z moja rzekomą niedojrzałością (czyt. zachowywaniem się jak dziecko) na którą cierpię zdaniem niektórych... To krzywdzący osąd. Czy energia i skłonność do zachowań spontanicznych, miejscami irracjonalnych, świadczy o zatrzymaniu się w rozwoju emocjonalnym na poziomie 12-latki? Czy upodobanie do tańca w deszczu albo fontannie, łaskotek i śmiania się w głos gdy przyjdzie ochota jest wyrazem takiej niedojrzałości? Dla mnie to po prostu radość życia i umiejętność doceniania takich właśnie chwil. Bo wtedy naprawdę czuję się szczęśliwa. I jeżeli dla kogoś jest to podstawa do oceniania mnie jako niedojrzałej i nieodpowiedzialnej to krzyżyk mu na drogę. Nawet gratis dołożę błogosławieństwo.
Jutro mam wolne. Udało mi się wszystko tak poprzestawiać, że nie muszę przychodzić do biura, a w piątek odgórnie wszystko zamknięte na 3 spusty. W końcu się wyśpię. :-)
A jutro... jutro dołożę kolejny kamyczek do mojego koszyczka wieku. Ale dusza pozostanie nadal roztrzepana i zwariowana... Jak ja...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz