czwartek, 18 listopada 2010

Dopamina?

Nadal boję się odetchnąć i noc we własnym łóżku napełnia mnie strachem. Nawet Stefan nie pomaga...

Nad ranem połamano mi skrzydła. Trochę czasu będą się leczyć. Niektórych procesów nie powinno się przyspieszać.

K. zaprosił mnie do kina. Wkrótce po tym jak nazwał mnie egoistyczną schizofreniczką, która wróci z podkulonym ogonem gdy tylko coś jej nie wyjdzie... Błagam... Poradziłam, żeby zaczął używać szarych komórek skoro Bóg go nimi obdarzył.

Spotkanie z A. mi pomogło, tak samo jak wizyta w stanikowie. Nie ulżyło mi w niczym, nie rozwiązało nic, ale przynajmniej na chwilę mogłam poudawać, że jest normalnie. Dziękuję :*

Ł. wie jak mnie namówić do jedzenia. Bilans wczorajszego dnia był fatalny, odrobina makaronu i kotlet. Pół butelki wina wypite jednym haustem.
Wmusił we mnie kanapkę rano. Smakowała jak tektura. Jednak dzisiaj było lepiej. Zjadłam w pracy bułkę, a po powrocie jajecznicę. Wszystko miało doskonały aromat tektury. Siano smakowałoby tak samo...
Dostałam szarlotkę. Prawdę mówiąc, to jedyne co ma inny smak. Nawet pachnie.

Odezwał się Sean.
Opieprzył mnie na czym świat stoi. W końcu powiedziałam mu jaką obietnicę złożyłam. Wściekł się jeszcze bardziej i nawyzywał mi od dzieciaków i "fucking morron" Nigdy nie widziałam, żeby Wujaszek tak klął...
Przekazał mi także inną rzecz... Jednak nie zamordowali nadziei. Schowała się po prostu w mojej lewej stopie i teraz wypełzła, na nowo goszcząc w pobliźnionym sercu.

Odezwał się także S.
Wiem, zabrzmi to paranoicznie, ale zadziwia mnie jak szybko jego osoba może sprawić, że wracam do względnej równowagi. To przeraża.
Obiecałam coś.
Postaram się słowa dotrzymać.
Z całych sił się postaram.

A sił mam niewiele.
Nadal czuję się pusta w środku. Jakby wyssano ze mnie wszystkie pozytywne uczucia, zostawiając jedynie żal i smutek.
Leczę się oglądając głupawe komedie.
Nieco pomaga.
Na spółkę z szarlotką i czekoladkami od Drida...

Do Ł. dzwonił A. Na kiepski nastrój zaproponował mi dopaminę. Podziękowałam
Nie lubię korzystać z polepszaczy.
Niektórych procesów nie należy przyspieszać...

W głowie nadal brzmi Rogucki.

Brak komentarzy: