Sean mnie wkurzył. Naprawdę wkurzył.
Nie dość, ze wytknął mi moją własną ignorancję (no dobrze, z tym się zgadzam), tchórzostwo i skłonność do ucieczek, to jeszcze napomniał mnie jak dziecko i kazał wrócić do początku.
Mam znów studiować Księgę. Ech....
Jego najnowszy pomysł (sprzed kilku sekund) mnie dobił. Po prostu zatłukł mnie kapciem jak muchę albo karalucha na podłodze. Mam przestudiować 1 List św Pawła do Koryntian.... z S.
Sean'a dopadła demencja starcza. (jak dobrze że nie zna polskiego i nie czytuje mojego bloga :P)
Jak mogę dyskutować o miłości z S.? Jak mogę rozważać i szukać tego, co miłość określa bądź jest przez nią określane? Jak mogę szukać jej sensu?
Już sam fakt, że wczoraj mnie do Hymnu o Miłości odesłał, w tym właśnie momencie mojego zycia, było nieco dziwaczne. Jak mogę szukać sensu czegoś, co powoli unicestwiam? Ja wiem, ze Miłość i Serce to moje dominanty, ale.... Nie poradzę nic na to, co czuję i jak odbieram chwilowo świat.
Wiem, Bóg mnie kocha. Wiem, on kocha wszystkich. Wiem, jego miłość jest nieskończona... A moja? A do mnie?
Wujaszek oszalał na stare lata... Przecież to jest jak krojenie sobie serca na drobne kawałki i rzucanie nimi o ścianę... To zwykłe okrucieństwo i masakryczny żart.
Wczorajsza rozmowa z S. była miła, ale nie jestem pewna czy taka by pozostała gdybyśmy zaczęli sobie dyskutować o miłości i relacjach międzyludzkich. A, nie daj Boże, o relacjach naszych wzajemnych. Unikam tego tematu jak ognia. Tak, jestem tchórzem. Tak, uciekam. Tak, tak, do cholery, tak! Przyznaję się....
Z drugiej strony to ma sens. Sean jest mądrym człowiekiem i nigdy się jeszcze nie pomylił. Ja ostatnio mylę się ciągle. Ja wiem, ze ten zrzędliwy staruch próbuje zmusić mnie do stawienia czoła samej sobie i w perfidny sposób wykorzystuje do tego S. Ja wiem, że próbuje zmotywować S. do jemu tylko wiadomych działań. Mam zaburzone pole widzenia i nie ogarniam całej perspektywy, całego horyzontu zdarzeń. Jak S. ostatnio słusznie zauważył, niewiele rozumiem. Nie chcę analizować powodów, znam je zbyt dobrze, nie chcę ich wywlekać na światło dzienne i robić im sekcji. Nie mogą bezpiecznie siedzieć w środku, we mnie?
Po co wracać do początku, i to w tak bolesny sposób? Daleko mi chyba do Hioba...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

4 komentarze:
To może zamiast Listu Uczta Platona? Fakt, bardziej przyziemne, ale też mniej egzaltowane i, moim skromnym zdaniem, lepiej układa w głowie.
Na szczęście po przedyskutowaniu i wobec argumentu "nie, bo nie" Sean odstąpił od poronionego pomysłu. Chwilowo bardziej chciałabym się wyspać niż czytać cokolwiek :)
Ale jakby co, to polecam Platona. Gość nie dość, że dobrze, to jeszcze mądrze pisał :)
Wiem:) Masz na stanie do pożyczenia? Chwilowo zgrałam sobie DF na mp3. Zapomniałam znów od Was książki wziąć :P
Prześlij komentarz