środa, 15 grudnia 2010

Czuję...



Jazz, blues, soul, czasem zahaczę o gospel...
Odkurzam stare kawałki. Wczoraj nucił mi Frank, dzisiaj Nat King Cole. Muzyka pozwala mi zaczerpnąć oddechu i nieco stłumić tęsknotę za przestrzenią. Bo za przestrzenią i drzewami tęsknię jak diabli. Miasto mnie dusi i dławi, serce wyrywa się do lasów i parków. Doraźnie ratują mnie Łazienki i Moczydło, ale to tylko substytut....

Dusza odlicza dni na kalendarzu. Jeszcze 9.... Tragedia. Usycham ;p

Rozmawiałam dzisiaj z mamą. Rozmowa ciężka jak cholera i chyba niezbyt przyjemna dla nas obu. Mam nadzieję że odniesie skutek, bo inaczej cały wysiłek na nic i stwierdzę, ze moja rodzina jest nie tylko niereformowalna ale i nieuprzejma.

Czuję...
Ostatnio dużo czuję.
Po tym co usłyszałam w nocy czuję jeszcze intensywniej.
Czuję się wyróżniona, wyjątkowa, zaszczycona... Czuję się kochana. Czuję się... cudownie...
Wzruszona, czuję euforię i dziwną nostalgię. Czuję się jak... jak... nawet słów nie umiem znaleźć.
Czuję się.... jedyna... :-)

Może i błędnie ale.... czuję :-)

Brak komentarzy: