Życie mnie zadziwia, a wiara mi nadal kuleje. Powinnam skakać pod sufit ale w głowie coś mi ciągle brzęczy na alarm. Cóż takiego? Moja nieufność. Naprawdę pierwszy raz w życiu chciałabym się jej pozbyć. Ot tak, jednym gestem. Drażni mnie wszystko.
Wczoraj znów nasłuchałam się jaka to jestem niedobra, egoistyczna i jak bardzo zadbałam o rozpad wszelkich łączących nas więzi. I jakie to wszystko trudne dla niego. A potem ni z tego ni z owego zaprosił mnie na obiad. Miałam ochotę wyskoczyć z samochodu nie bacząc na prędkość i miejsce. Przesiedziałam z 15 minut na schodach zanim weszłam do domu. Płakałam jak bóbr. Dobrze, że na zziębniętej twarzy nie widać.
S. jest absolutnie cudowny. Odpoczywam przy nim i odzyskuję siły. Co prawda O. nadal siedzi mi w głowie ale bardzo się staram zapomnieć. Bardzo chcę zapomnieć i uczynić z niej jedynie krótki i nic nie znaczący podmuch wiatru. To trudne.
To nie jest tak, że mu nie ufam. Czuję się nieco zawiedziona, fakt. Ale przede wszystkim jest mi chyba przykro. I jestem zła. Na samą siebie. Za co? Hmm.. to trudne pytanie. Za to, że nie zauważyłam. Za to, że tak bardzo chciałam wierzyć i wierzyłam w to, ze jestem, byłam wyjątkowa i jedyna. Za to, że ufałam bezgranicznie, nie pozwalając sobie nawet na cień wątpliwości. Dlatego to wszystko tak zabolało i dlatego tak trudno to wyrzucić z pamięci. Zapomnienie emocji trochę potrwa. Próbuję wyłączyć intuicję i wyobraźnię. Ciężko mi idzie, bo przy tym często wyłącza mi się poczucie humoru.
Zapalam świece i modlę się o uzdrowienie wiary, o odnowienie zaufania i czyste serce, pozbawione zadr i wątpliwości.
Boję się. Tak jak ostatnio się boję, że gdy znów zaufam bezgranicznie to ponownie przeoczę coś i będę cierpieć. Wiem, że strach ma wielkie oczy i walczę z nim codziennie. Najgorzej jest przed zaśnięciem albo gdy obudzę się w nocy. Wtedy najbardziej potrzebuję jego uścisku dłoni i przytulenia. Wtedy wszystko odchodzi. Inaczej bywają chwile kiedy strach mnie paraliżuje i znów walczę o oddech i spokój. Na szczęście one są krótkie. Zaciskam palce na koniuszkach jego włosów i zamykam oczy. Czasem płyną łzy ale robi mi się lepiej. Nie chcę żeby widział iż płakałam, martwiłby się. Serce pragnie znów ufać bezgranicznie, tylko Rozum się buntuje... Czuję się jak między młotem a kowadłem. Mogłabym powiedzieć, że wystarczy iż on udowodni że warto mu ufać, że nie zawiedzie, ale na logikę rzecz biorąc - jak do cholery miałby to zrobić?
Wybaczyć? Nie miałam co wybaczać, przecież nie byliśmy wtedy razem. Technicznie rzecz biorąc...
Rysuję grubą kreskę i oddzielam to co nie ma znaczenia, zostawiam za sobą. Tylko jak mam wyrzucić z głowy te obrazy? To trudne... Naprawdę się ciężko i mocno staram. Chcę...
Sama sobie wydaję się teraz niepewna, a przez to męcząca. To przerażające, ze kilka miesięcy takiej karuzeli emocjonalnej potrafi z człowieka zrobić cień samego siebie. Pierwszy raz czuję się krucha i słaba, nawet maski nie potrafię porządnie sklecić. Wszystko uderza teraz we mnie jak ze zdwojoną siłą. To mnie przeraża najbardziej - własna słabość. Słabość oznacza poleganie na kimś, wiara w to że ochroni i nie pozwoli mi utonąć. Dla mnie to trudne, bo zawsze musiałam sobie radzić sama. A teraz? Moja podświadomość ciągnie do tej zależności. Doświadczenie się buntuje.
Nie myślałam że moje blizny na sercu są aż tak głębokie i aż tyle ich.
Ciekawe czy serce może się regenerować, tak jak wątroba?
Mam kotkę. Nazwałam ją Triskel. To pierwsze imię jakie mi przyszło do głowy gdy ją zobaczyłam. Jeszcze jest nieoswojona z nowym miejscem ale powoli z niej łobuz wychodzi. Dzisiaj nieśmiało zaczęła gonić kłębek wełny...
Zastanowiłam się czemu nazwałam ją Triskel. Moja podświadomość wykazuje się niekiedy inteligencją. Triskel oznacza potrójny wir, tańczącą energię... Pomaga urzeczywistnić pragnienia i marzenia, odnaleźć w sobie energię i siłę, harmonię... Pomaga wprowadzać zmiany w psychice, życiu, ciele... W sam raz na początek nowego życia. Uwielbiam jej miękkie futerko pod palcami i głośne mruczenie. Pomaga zapomnieć o tym o czym zapomnieć chcę. Może to dziwaczne imię przyszło właściwie?
I proszę jakie ze mnie wiedźmińskie dziwadło... ;-)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz