Niemal zapomniałam co to słowo oznacza. Dzisiaj obudziłam się przepełniona nią. Za oknem leży śnieg...
Wczoraj z serca zdarto mi łańcuchy i usnęłam przepełniona tym dziwacznym uczuciem euforii, mieszaniną spokoju, opanowania, spełnienia, radości, ciepła, dobroci, szczęścia, wzruszenia, równowagi i kompletności, eksplodującymi we mnie bez końca... Zniknął lęk, strach i brak wiary. Zabrano mi brak zaufania.
Ufam.
Wierzę.
Kocham.
Bez strachu.
Zastanawiałam się zawsze jak najlepiej ująć w słowach miłość. Nie tylko tą międzyludzką, ale na przykład miłość Bożą.
Jedynym co mi przychodzi do głowy, jest właśnie to uczucie, z którym zasnęłam.
Miłość i harmonia.
Otulona nimi otworzyłam dzisiaj oczy i wzięłam pierwszy oddech bez lęku.
Mimo wydarzeń dnia wczorajszego, zawodu za zawodem, rozczarowania i żalu, dzisiaj obudziłam się wolna.
A. mnie zawiodła. Za moimi plecami zrobiła coś o co z całą pewnością poprosił ją Kappa, coś czego wiedziała, że bym nie pochwaliła. Tym bardziej, że Kappie nie ufam za grosz i perspektywa jego potencjalnych kontaktów z K. mnie przeraża. Kappa jest typem, który potrzebuje wyżyć się na kimś, odreagować swoje problemy na innych i nie wątpię, że ze mnie będzie sobie chciał zrobić dziewczynkę do bicia. Jest mi przykro i czuję się w pewien sposób zdradzona przez A. Nie dlatego, że zadzwoniła do K. z pytaniem czy może dać Kappie jego numer, ale dlatego, że zrobiła to za moimi plecami, że nic mi nie powiedziała. To boli. Tym bardziej, że wiedziała jak głupimi i złośliwymi żartami darzył mnie Kappa i jak drażnił mnie sugestiami rozmów telefonicznych i spotkań z K. Teraz będzie miał pełne pole do popisu. Zawiedzione zaufanie boli. I wkurza jak nic.
L. się ode mnie chce odciąć. Oczywiście powiedziała to już po tym jak poprosiła o wystawienie jej referencji. A dlaczego chce się odciąć? Bo nie może zaakceptować tego co łączy mnie i S. Mimo, że tego ostatniego nie znosi. Kiedyś go kochała i to według niej wystarczy do tego bym ja, jako jej przyjaciółka zrezygnowała ze spokoju i szczęścia jakie S. wnosi w moje życie. Żebym zrezygnowała z oddechu i rytmu serca... Według niej zachowałam się nie jak przyjaciółka, bo ona nigdy nie postąpiłaby tak samo jak ja. Przypomniała mi się nasza rozmowa z CLMF - powiedziała, że S, nie może do mnie nic czuć bo ona sobie tego nie życzy, bo to sprawiłoby jej ból, zraniłoby ją i zniszczyło jej serce. I ona sobie nie życzy żeby kiedykolwiek nas coś łączyło. Zapytałam ją czy byłoby w porządku gdyby sytuacja się odwróciła. Gdyby to do niej coś czuł, gdyby ją kochał. Zapytałam czy byłoby w porządku, gdyby to mnie zraniło i złamało mi serce. Milczenie i wyraz oczu były dość oczywistą odpowiedzią. Oczywiście, że by było w porządku. Dla niej.
Jest tylko pewna różnica. Ona go nie znosi, kiedyś wydawało jej się, że go kocha, potem doszła do wniosku, że to jedynie fascynacja, która przeminęła. Moje uczucia są zdecydowanie odmienne. Jednak ona, moja przyjaciółka, której zależy na tym, żebym się śmiała i była szczęśliwa, jednocześnie tego szczęścia mi odmawia, stwierdzając, że przekroczyłam granice przyjaźni wiążąc się z mężczyzną, którego ona nie kocha ani on do niej nic nie czuje. Twierdzi, że nie zachowuję się jak przyjaciółka. Nidy nie dałam jej powodów do takiego osądu. To boli. Czy ona w takim razie może nazwać siebie przyjaciółką z czystym sumieniem?
Okazuje się, że jedynymi prawdziwymi przyjaciółmi, którzy zawsze mają swoje zdanie i nie boją się go bronić, jednocześnie nie postępując fałszywie to Z., R. i Ł. Są zawsze szczerzy i wiem, że nie muszę przy nich ani się kryć ani udawać. I zawsze mogę na nich liczyć. To miła świadomość. :-)
S. stanowi zupełnie inną kategorię. Jest jedyny w swoim rodzaju.
Czuliście kiedyś z kimś taką więź gdy w pewnym momencie nie wiecie czy oddech jest Wasz czy już tej drugiej osoby? Czy bicie serca jest jeszcze biciem Waszego czy już czyjegoś? To właśnie kategoria S. ...
Dziwne pytanie snują się w mojej głowie. Szukanie na nie odpowiedzi jest interesujące i zajmujące. Czy Bóg się często uśmiecha? Czy jest czas poza czasem, przestrzeń poza przestrzenią? Czy smak jednej i tej samej rzeczy może być różny w zależności od naszego nastroju? Jak odczuwa się szczęście? Czy miłość otula miękko i niepostrzeżenie czy też wdziera się gwałtownie i kompletnie obiera nas we władanie? Jeżeli czyni obie te rzeczy, to czy jest to ta sama miłość czy dwie różne?
Harmonia...
Miło mieć świadomość, że pieści moje Ja....
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

4 komentarze:
Człowiek, który to czyta czuje się doceniony. Dlaczego? Bo jest zawarty gdzieś w tych linijkach. Co z tego, że wie, że to między Bogiem, a prawdą nie zmienia zupełnie nic. Łatwiej by było, by stan rzeczy nie był takim, jakim jest teraz. Co lepsze, obie o tym wiemy. Historia ma to do siebie, że lubi się powtarzać, a ja zwykle mam rację, gdy mówię rzeczy kierujące do katastrofy.
Ale to nie jest ważne. Żyj dalej, moja droga. Nie ma siły która może zniszczyć z trudem stawiane ściany, mury. I dobrze o tym wiesz. Sama o tym piszesz.
Mam nadzieję, że tym razem się mylę.
W sumie, za każdym razem jak Ci mówię, żebyś uważała, to mam nadzieję, że się mylę.
Wnosze oficjalnie, o zmienienie R. na W. albo Ż. - bo strasznie łatwo go ze mna pomylić teraz :P
R.
@ Noemi, ja też mam nadzieję, że się mylisz. Tym razem całego serca...
@ R. - zamienię na Kappę :P Pasi? :D
Prześlij komentarz