Krótkie podsumowanie Wigilii i pierwszego dnia świąt? Proszę bardzo...
Nienawidzę!
To najgorsze Święta od śmierci babci. Dlaczego? Cóż, nie codziennie się człowiek przekonuje iż oparcie w rodzinie ma... żadne, a do tego manipulują nim na wszelkie sposoby. Wspaniale, nieprawdaż?
Dobrze, że święta się skończyły, bo tylu łez dawno nie wylałam, a nie lubię płakać gdy przychodzą księżycowe dni. Wtedy wszystko wydaje się większe i bardziej we mnie uderza. W księżycowe dni czuję się tak jakby emocje nie pełzały mi pod skórą, a oblepiły mnie całą na zewnątrz, jakby całe moje jestestwo przesączyło się przez pory skóry i rozlało się na mnie jak druga powłoka. To nieco niekomfortowe, bo słabości i ułomności ludzkiego ciała mnie dobijają. Wszystko ciągnie mnie w dół. Ból podbrzusza stał się nieznośny i marzę o tym by cały dzien nie wyściubiać nosa spod kołdry. Dzisiaj miałam dzień z gatunku tych dni gdy rozpaczliwie potrzebuję by ktoś się mną zaopiekował, przytulił, podał herbatę i ugotował mi zupę. Dzisiejszy dzień był z gatunku tych, kiedy do samego końca czekasz na słowa: Kocham Cię, Jesteś dla mnie ważna, Potrzebuję Cię... A gdy te słowa nie nadchodzą to masz ochotę schować się pod ziemią.
Dostałam swoją herbatę, pogłaskano mnie po głowie i przytulono.
Mimo tkwiących mi w pamięci i sercu drzazg po ostatniej rozmowie z mamą, dzień upłynął mi na cudownie słodkim lenistwie i łażeniu w piżamie. Na rozluźnienie zafundowałam sobie 40 minutowy prysznic, co pomogło, ale odpokutowałam to później, podwójnym cierpieniem. Jednak przeżyłam.
Straciłam zaufanie do mamy, pełno we mnie strachu związanego z S., ale nie zamierzam się poddać temu poczuciu beznadziei.
Chwilowo jestem zbyt zmęczona i jedyne o czym myślę to sen, któremu towarzyszy głaskanie po głowie i zapach piżma.
Dobranoc :-)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz