piątek, 17 grudnia 2010
Nie prowokuj mych ust czerwieni...
Dziś wieczór po głowie chodzi mi Edyta Bartosiewicz. Piosenka ma dla mnie ogromną wartość sentymentalną, ale nie mam pojęcia czemu przypomniała mi się właśnie dzisiaj. Rozum z Sercem pożarli się o wyjazd do O. Serce chciało postąpić spontanicznie, Rozum tłukł ją po głowie i wybił pomysł. A raczej S. wybił stwierdzając, że niedzielę będzie chciał spędzić sam. Zrobiło mi się nieco przykro, ale przecież każdy ma prawo do odrobiny prywatności czy samotności. Zamiast spędzić czas w parku w O., udam się do Grycana na Nowym Świecie. Przynajmniej pożegnam się z R. przed jego wyjazdem do Wiednia.
Moja nieufność się ukonstytuowała i znalazłam jej źródło. To nie brak zaufania do S. To brak zaufania do kogoś innego. Ogólne rozdrażnienie bierze górę i klops... Po prostu biorąc pod uwagę to, co się ostatnio wokół mnie dzieje, miewam ataki paniki. Najzwyczajniej w świecie się boję, że historia się powtórzy. Przecież od wspólnych zajęć się zaczęło, nieprawdaż? Lekka paranoja daje o sobie znać. Szukam na nią sposobu, ale nic konkretnego nie przychodzi mi do głowy, poza przestrzenią.
Powietrze i drzewa... oto remedium na wszystko. Rozważałam pojechanie do O. i wynajęcie pokoju w hotelu. Tak po prostu. Spacer po parku, kilka oddechów i mnóstwo zdjęć. Odcięcie się od internetu i ludzi. Po prostu czysta natura... Ale jakoś mi się to wydaje nie do końca fair. Dziwnie się będę tam czuła będąc jednocześnie tak blisko i tak daleko... Bez sensu to wszystko.
Umówię się z Adaśkiem na piwo, a na spacer przejadę się do Wilanowa, albo Powsina... Ostatecznie zadowolę się Łazienkami. Byle zająć czymś myśli...
S. stwierdził, że zaufanie mu leży w moim interesie i zależy jedynie ode mnie, bo on mi ufa. Nie zgadzam się z tym. To raczej leży w interesie nas obojga, ale mogę się mylić.
Mama przemyślała sprawę i obiecała się poprawić. Cieszy mnie to, bo swoim zachowaniem sprawili mi ogromną przykrość. Szkoda, że nie pomyśleli o tym wcześniej.
Mój dziwny humor i zbrukanie emocjonalne nadal nie przeszło. Po plecach pełza zimny i nieprzyjemny dreszcz niepokoju. Cienie szepczą: To znów się stanie...
Bardzo chciałabym im splunąć w twarz, ale niestety jej nie mają.
W głowie pulsują słowa: Nie prowokuj mych ust czerwieni....
Serce mi płonie...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz