Droga była paskudna. PKS jeździł po nieodśnieżonym asfalcie jak chciał, pobocza niewidoczne spod czap śniegu a kierowca mocno zdenerwowany, ale dotarląm do celu bez przeszkód.
Miło.
Żyję
Oddycham...
Będzie dobrze...
Dzisiaj napisała do mnie Ania D. pytając czy wszystko ok. Odpisałam, ze ok, bo nie wyobrażam sobie innej opcji.
To co się stało jest jedynie drobną komplikacją.. No dobrze, troszkę większa, ale to nadal nic, z czym sobie nie jestem w stanie poradzić. Tylko potrzebuję krótkiego oddechu. Nic więcej..
Świat zza śnieżnej zasłony wygląda ciekawiej. Szczególnie w takiej bliskości ukochanego parku w O.
Nabieram sił. Czuję to.
Skrzydła też nabierają sił. Dzięki S.
Dzisiaj nawet spróbowałam nimi poruszyć... Tak jak sercem.
Działają bez zarzutu. :-)
Kiedyś ktoś powiedział mi, że czasem trzeba opaść na samo dno i odbić się od niego zanim będzie dobrze. Ja swojego sięgnęłam. Teraz może być jedynie lepiej. To motywujące. :-)
Czuję się szczęśliwa. Mimo tego całego szajsu i bałaganu, czuję się szczęśliwa i uśmiecham się.
Uśmiech sięga oczu.
Oczy też się śmieją.
Czy to nie jest wspaniale, że nadal potrafię się śmiać?
Serce mi się raduje...
Idą święta...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

1 komentarz:
Swieta... bleeee
R.
Prześlij komentarz