Rozpoczęłam terapię śmiechem. Dzięki uprzejmości sylwestrowej A&A odkryłam Whose Line... i dzięki temu zasypiam w dobrym nastroju. No dobrze, to nie jest jedyny powód, ale nie wdawajmy się w szczegóły... W zasadzie, to mniej ważny z tych powodów, ale zakończmy temat pozostawiając choćby szczątkową zasłonę tajemnicy ;-)
Niemniej jednak Whose Line i Drew Carey pomagają mi śmiać się szeroko i szczerze, aż do łez. To cudowne uczucie po miesiącach płaczu z zupełnie innymi emocjami w zanadrzu.
Od kilku lat nie robię żadnych postanowień noworocznych i ten rok nie był wyjątkiem. Jednak myślę, że jedną rzecz mogłabym rozważyć - moje nastawienie do życia. Odłączyć i wyrzucić to, co mnie ogranicza i spowalnia, zaś wzmocnić i wydobyć na światło dzienne to, co mnie uskrzydla. Czy to nie byłaby miła odmiana?
Zdałam sobie sprawę, że jestem ludziom potrzebna, jestem dla nich ważna, tak samo jak oni dla mnie, jednak to nie znaczy, że muszę uginać się pod ciężarem ich problemów i emocji. Czas na odgrodzenie się od nich w sposób bezpieczny dla mnie, traktowania tego wszystkiego co się dzieje u nich ze zdrowym dystansem, który nie zobojętnia a jedynie chroni mnie samą. Tym sposobem i wilk syty i owca cała.
Na nowo polubiłam nocne rozmowy, co prawda rzadkie ale nadal wnoszące wiele do mojego życia. Może nawet więcej niż wcześniej?
Polubiłam na nowo milczenie we dwoje - nie skrępowane a relaksujące, odprężające.
Na nowo polubiłam zapach tytoniu wieczorami i ciepłą obecność pachnącą piżmem. Na nowo przekonuję się, że mogę sobie pozwolić na komfort polegania na kimś i nie rezygnuję chociaż to nie jest łatwe zadanie i wymaga wiele wysiłku. Ale idea i cel są warte każdej ceny.
Wiem, że dzięki przełamaniu się będę jeszcze szczęśliwsza i uczynię kogoś szczęśliwszym. I będę śmiać się częściej, czyściej, mocniej. Prawdziwiej. Bez tego dziwacznego ciężaru pojawiającego się od czasu do czasu.
Śmiech to zdrowie.
Śmiech to lekarstwo.
Na wszystko.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz