piątek, 31 sierpnia 2007

Dwa razy pod obojczyk...

"Palce wskazujące obu rąk dwa razy pod obojczyk. Potem dwa razy w kierunku rozmówcy. To takie proste. "Kocham Cię". Dwa razy pod obojczyk... "

"Słowami też można dotykać, nawet czulej niż dłońmi"


Dzisiejszego wieczoru odbyłam swój "spacer w przeszłość". Lampka wina, blask świec, chwila ciszy... mnóstwo przemyśleń... Przypomniałam sobie, że "jest taki moment, kiedy ból jest tak duży, że nie możesz oddychać. To jest taki sprytny mechanizm. Myślę, że przećwiczony wielokrotnie przez naturę. Du­sisz się, instynktownie ratujesz się i zapominasz na chwilę o bólu. Boisz się na­wrotu bezdechu i dzięki temu możesz przeżyć. " ... Że czasem "mam takie niesamowite myśli na myśli, że nawet moja podświadomość się rumieni"... Że " nalezy ulegać swoim pragnieniom wtedy, kiedy nadchodza, i nic nie odkładać na później "... Że "zeby przy kims zasnac, trzeba nie bac sie poranka i juz, wtedy przed zasnieciem cieszyc sie na nastepna noc"... i wiele innych...
Odbyłam spacer w S@motność... Mój egzemplarz leży teraz u M. i D. na półce, albo gdzieś na podłodze, a może na biurku.. a może myszy go zjadły ;))) Ale by odbyć ten spacer nie potrzebuję książki - te wszystkie słowa mam wyryte w sercu...
Rozum powiedziałby: Ty się, Serce nie wywyższaj...
Serce odcięłoby się: Ty Rozum i tak tego nie pojmiesz...
I toczyliby zaciętą dyskusję o życiu ;)

Do rozkoszowania się (tak, tak: rozkoszowania się) tym spacerem brakuje mi jedynie tak prozaicznej rzeczy jak kominek. Po pierwsze dlatego, ze jest mi zimno :) Po drugie, bo zawsze chciałam mieć kominek... Po trzecie, bo pasuje mi jakoś do tych moich spacerów w przeszłość...

Usiadłabym na miękkim chodniczku przed kominkiem, oparła plecami o fotel, wyciągnęła stópki w stronę ognia i powolutku sącząc czerwone wino uśmiechałabym sie na wspomnienie słów:
"(...) orgazm to nic innego jak zatapianie mózgu endorfinami."

Zamyśliłabym sie nad: "chociaz nie odważył się jej o to zapytac, byl pewien ze sie masturbuje. Była zbyt inteligentna, aby tego nie robić.
Tylko kobiety które sie masturbują dobrze wiedzą co je podnieca i umieja o to poprosić. Ponadto akt masturbacji jest jedynie dodatkiem do prawdziwego aktu, który ma miejsce w mózgu. Podbrzusze jest tylko sceną, na której sie to rozgrywa.
Był pewien że ona masturbuje sie, myśląc o nim. Tak, to była właśnie ta wyłączność: być w jej mózgu i w jej palcach - w takim momencie..."

I przeciągnełabym sie z uśmiechem przy: "Nigdy nie szukał erogennych miejsc na moim ciele. Założył, że kobieta jest erogennym miejscem jako całość, a z tej całości itak najbardziej erogenny jest mózg."

Właściwie ilekroć wracam do S@motności, tyle razy odkrywam w niej coś nowego. Kiedyś nie umiałam czytać jej nie rycząc jak bóbr - poruszała struny we mnie, o których wolałam zapomnieć. Ale czy warto zapominać? Przecież " przeżycia są najważniejsze. Tylko dla przeżyć warto żyć. I dla tego, by móc je komuś potem opowiedzieć." Każdego dnia życie dostarcza nam nowych, nie rozgranicza na te przyjemne i te naprawdę paskudne. Ale każde z nich coś w nie wnosi, coś z czego mozemy wyciągnąć wnioski, coś, dzięki czemu możemy lepiej zrozumieć siebie lub innych. Czy warto więc o nich zapominać?

Ten powrót do S@motności był spokojny - bez płaczu, bez zbędnego myślenia o osobie, od której książkę dostałam... Ten różnił się od innych powrotów - był... w pewnym stopniu oczyszczający... jak sen...

Może czas sprawdzić czy rzeczywiście "Sen, każdy sen, jest jak psychoza. Ze wszystkim, co do niej należy: pomieszaniem zmysłów, szaleństwem, absurdem. Taka krótkotrwała psychoza. Nieszkodliwa, wprowadzana za zgodą i kończona z własnej woli poprzez przebudzenie. Oczyszczająca." ?
Zasnę ze świadomością, że:

"Słowami też można dotykać, nawet czulej niż dłońmi"
a
"Palce wskazujące obu rąk dwa razy pod obojczyk. Potem dwa razy w kierunku rozmówcy. To takie proste... "

czwartek, 30 sierpnia 2007

Ogromna herbu Głupawka

Hardcore... Completny hardcore...

Dzień totalnie wariacki, ale w sensie pozytywnym. Jak dalej tak pójdzie to niedługo jednak zmienię pracę. Chociaż właściwiej byłoby powiedzieć: zostanie mi jedna :)))) Wczoraj zgodzili się na moje warunki, więc wygląda na to, ze chyba rzeczywiście zależy im na tym bym dołączyła do ekipy. To miłe i niezmiernie budujące :))))
Gdy zaczynałam współpracę z nimi, o projektach wiedziałam bardzo niewiele. Przez te kilka miesięcy nauczyłam się bardzo dużo i spodobała mi się ta praca. Pełna wyzwań, w kręgu fajnych, bystrych, szybko i kreatywnie myślących ludzi... To chyba jest to co Tygryski będą lubić najbardziej.... Aczkolwiek nie powiem, żebym za starą pracą nie tęskniła. Zostawiam w niej kawałek siebie, ze już nie wspomnę o współpracownikach... Za nimi chyba najbardziej będę tęsknić. Za Ewą, z która przepracowałyśmy wiele lat razem. Za Alinką której ciepło i dobry humor niejednokrotnie eliminowało wszelkie oznaki chandry. Za obiema Monikami... Za poranną kawą w Statystyce... No i za Piotrem... Dawno tak świetnie nie pracowało mi się z żadnym facetem..
Z resztą funkcjonowanie w jednym dziale nie kończy się tylko na pracy. Przede wszystkim są rozmowy. Rozmowy o wszystkim i o niczym. O życiu, o polityce, o filmach, o literaturze... O dzieciach - chociaż ja swoich nie mam. Piotr oprócz wiedzy ekonomicznej posiadł tajniki psychologii... Fajnie jest rozmawiać o zachowaniach i reakcjach na różne sytuacje rozkładając je na czynniki pierwsze i analizując. To są rozmowy, które nie tylko poruszają fascynujacą mnie dziedzinę życia ale również pobudzają intelektualnie, skłaniają do rozwoju :))) I tych rozmów będzie mi bardzo brakować...

***************************

Zajęcia z TB. Było bosko. Opanowała mnie totalna głupawka, która dała o sobie znać już w samochodzie.
Bo jak dziewczynki zachowuje się fujarek? :)))))))))))))))))))
Zajęcia wyjątkowo mi się podobały - powoli i niespiesznie ćwiczyłyśmy koordynację. Słusznie! Brakuje nam jej troszkę, przynajmniej większości ;) A wszystko początkowo przy troszkę zalatujących tribalem dźwiękach.. Bardzo przypominały mi niektóre kawałki z Arabic Lounge. Swoją drogą to całkiem przyjemny zestaw instrumentalnej muzyczki z naleciałościami orientalnymi. Nieźle mi się przy niej odpręża. Chociaż Nancy Ajram też ładuje mnie dodatkową porcją energii. Wracając do zajęć to chyba z Asią wyprowadziłyśmy Moh troszkę z równowagi rozwalając mu odrobinkę plan i ćwiczenia atakami głupawki :) ale cóż... czasem słońce czasem deszcz jak to mówią :))))))))))))))

Ogólnie rzecz biorąc wybranie się na zajęcia z TB to jedna z najlepszych rzeczy w moim jakże krótkim i burzliwym życiu ;) Wróciłam do czegoś co KOCHAM - czyli do tańca.. i to takiego w którym nie potrzebuję partnera! Zmiłowanie! :))))))))))))))) Poza tym szalenie mi się podobają zmysłowe ruchy, kobiecość bijąca z tancerek, doskonała świadomość zarówno swojej psychiki jak i ciała. By tańczyć dobrze, bardzo dużo mi jeszcze brakuje, ale trening czyni mistrzem... Tak więc ćwiczę, pracuję nad płynnością ruchów, nad ósemkami, nad shimmy, nad równowagą, nad dopracowanymi ruchami dłoni, rąk, bioder, brzucha... nadal mam jeszcze za sztywne nadgarstki, wężowe ruchy rąk nie wyglądają jak powinny... ale się pracuje :D Za to zyskałam akceptację siebie, głębsze zrozumienie tego co się ze mną dzieje, subtelność, miękkość ruchu... zalety i pozytywne skutki mogłabym tu mnożyć i mnożyc :D
Po zajęciach wyszłam bardzo przyjemnie zmęczona marząc o gorącej kąpieli. Po powrocie zanurzyłam się w w ciepłej wodzie pachnącej cedrem i jaśminem wśród blasku świec i dźwiękach kilku spokojnych ballad i szklaneczką Bailey'a... I tego było mi trzeba... BTW - dzięki Asiu za poddanie pomysłu...

środa, 29 sierpnia 2007

Erotyk ze wstążką

Miała być rozmowa Serca z Rozumem... ale poszli razem na spacer. To zdumiewające jak bardzo są czasem do siebie podobni :)
Zamiast dyskusji cosik na dobranoc autorstwa Lilly Lataus

"

wyjmujesz mi

z włosów wstążkę

a ja czuję

jakbyś mnie rozbierał

kocham cię tak głośno

już szeleszczą o tym

moje sukienki

krzyczą ziarenka piasku

na parapecie

myśli uciekają

do twoich ciepłych krajów

a ty się dziwisz

że wstążka taka czerwona"



Sennych marzeń... nawet tych które na zawsze pozostaną marzeniami.... :)

Walka z wiatrakami

Dwa ważne słowa na dziś :

dominacja - panowanie, przewaga, górowanie nad kim, czym.

forsować - przeprowadzać coś zdecydowanie; wymuszać, wywalczać, wywojować; przekroczyć, zdobyć, opanować szturmem (most, bramę, barykadę, przejście).

Dziś zamierzam przeforsować korektę wniosku i zamknąć w końcu ten nieszczęsny i katorżniczy okres w moim życiu (przy następnym nie będzie tylu niedociągnięć:>) Zdobędę szanowną instytucję wdrażającą szturmem, wywalczę wszystko co jest do wywalczenia i odejdę z poczuciem dobrze wykonanej pracy oraz spełnionymi marzeniami o chwilowej dominacji.


**********

Rozum: Dobrze się dziś czujesz?

Serce: Dziękuję lepiej.

Rozum: Nie spałeś Serce zbyt wiele.

Serce: Bo tęsknię, Rozumku. Gdy tęsknię nie sypiam zbyt dobrze. Ty za niczym nie tęsknisz?

R: Nie, ja tylko jestem głodny.

S: Ty głodny? Rozumy nie jedzą!

R. : Mylisz się, Serce... Odczuwam ciągły głód wiedzy, głód poznania... a karmią mnie tylko jakąś rąbanką bezwartościowych informacji dla mas. Czy Ty wiesz, jak trudno się na tym rozwijać?! Jak trudno wyłowić prawdziwe myśli? Szkoda cennych słów, Serce...

S: Wiesz, Rozumku, wydaje mi się, że to chwilowy stan rzeczy... że minie... Ale może prześpij ten czas, zahibernuj...

R: To byłoby wyjście. Ale ja się tego boję, Serce. Że jak usnę, to zniknę, zapadnę się w siebie, umrę... Zostaje mi tylko ta walka z wiatrakami...

**********
Pani Generał, oto bilans dzisiejszych działań wojennych:
1) nie sforsowaliśmy szacownej instytucji wdrażającej,
2) ambicje i marzenia o dominacji nadal pozostały niespełnione,
3) walka z wiatrakami trwa,
ale
4) po ciężkiej bitwie zdołaliśmy odeprzeć wroga za miedzę i ZDOBYLIŚMY PRZYCZÓŁEK!

Pamiętajmy, że choć bitwę wygraliśmy, ta wojna się nie skończyła.

************


Erotyk pewnej chwili

Będę Cię kochał na łóżku

i pod łóżkiem

na rogu stołu i na podłodze

gryzł i kąsał

Twoje białe ciało

rozwierał ustami Twoje uda

zdrapywał pazurami obce

pieszczoty z Twoich piersi

aż staniesz się łagodna przezroczysta

w swojej nagości

i tylko

moja

będą przybywać Ci zmarszczki

i siwieć włosy

a Ty będziesz wciąż piękna

zasadzona jak trwałe drzewko

tą chwilą w moich oczach

/B.M. Bartosiewicz/

a przyplątał mi się do głowy ten wiersz pani Barbary Marii... niech będzie zapowiedzią miłych snów i sposobem na przegnanie wspomnień koszmarnego dnia...

wtorek, 28 sierpnia 2007

Będzie burza...

Będzie burza... Lubię burze, ale tylko te naturalne - moc żywiołów, błyskawice rozdzierające niebo, gwałtowność wiatru... Ale dziś będzie inna burza.. Od rana ciskam gromy, mam ochotę wyrwać komuś serce. Nie przypadkowej osobie, konkretnej. .. Ale będzie tylko burza, więc odpuszczę - aż wstyd bierze, gdy pomyślę na kogo się tak złoszczę... na sześćdziesięcioparoletnią kobietę za brak elastyczności zawodowej... ech...
Ogrom pracy od wczoraj się nie zmniejszył, tylko czas się skurczył - termin nadchodzi nieubłaganie. A ja znów nie mogę się skoncentrować. Rozproszenie wisi w powietrzu, tak jak burza (ta naturalna) A za mną wiszą jagody - właściwie nieodparta ochota na nie... Kto ma jeszcze troszkę zachomikowanych?

********

ignorować - celowo, świadomie nie zauważać; nie brać pod uwagę, lekceważyć.

Ile rzeczy ignorujemy codziennie?
Ja świadomie nie zauważam denerwujących nawyków mojego brata - póki z nami mieszka... Chociaż czy mogę mówić ignorowaniu ich jeżeli odliczam czas do jego wyprowadzki?
Ignoruję spojrzenia robotników z budowy, gdy codziennie mijam ich pędząc na autobus, lekceważę ich gwizdy i śmiechy...
Nie biorę pod uwagę, że inni dopuszczają możliwość popełniania przeze mnie błędów...
Nie zauważam... czego jeszcze?

********
15:24
Właśnie dodałam kolejnego demona do mojej kolekcji. Nazywa się Organizacja Czasu - potrafi być wyjątkowo podły i podstępny, atakuje gdy najmniej się tego spodziewasz. Ale to chyba charakterystyczna cecha wszystkich demonów - czekają na chwile Twojej słabości by ukąsić. A gryzą cholernie mocno...

****

17:51
Kolejny kamyczek do ogródka... O dzisiejszych zajęciach z TB mogę zapomnieć :/ Praca, praca, praca...

**********

Dochodzi 22.00

Powtarzam sobie - byle do piątku, może troszke odetchnę, na spacer się wybiorę. Ale taki samotny... Znów łapię sie na tym, że chcę uciekać od ludzi. Gnać bez oglądania sie za siebie. Nie słuchać, nie patrzeć - tylko biec. Jak najdalej od codzienności, od pracy bez satysfakcji, od pustego chwilami domu... Marzy mi się łąka - pełna trawy i kwiatów, a jeszcze lepiej polana w lesie... O! Właśnie! Połaziłabym boso po Puszczy Augustowskiej - tam zawsze trawa była najbardziej miękka, a rosa o poranku najmniej zimna. Tam zawsze było spokojnie i cicho, samotność nie była samotna, a ja mogłam być sobą od początku do końca...




poniedziałek, 27 sierpnia 2007

Serce mi uciekło...

Roboty od groma, papiery zalegają na całym łóżku i podłodze - a mi serce uciekło... Bez serca nie umiem pracować, nie mogę się skupić...
Krzyś wyleciał do Irlandii i chyba tylko Prezes wie na ile... Serce mi się od rana wyrywało z tęsknoty. Jeszcze zanim wyszłam z domu. Spał tak słodko - nie miałam sumienia go budzić... A teraz serce mi uciekło, wyrewało się z piersi i poszybowało do Ulsteru... Biorąc pod uwagę, że ostatnio nie mieliśmy nawet czasu by porozmawiać jak ludzie, to wcale się memu sercu nie dziwię. Że uciekło. Sama bym od siebie uciekła...
Bardzo się zmieniłam przez kilka ostatnich miesięcy - złośliwość Skorpionia ze mnie wychodzić zaczęła, jak Prezesowi słoma z butów. Ech. Może to zmęczenie pracą - przestała stanowić miłe wyzwanie, a stała się uciążliwa. Coraz częściej dochodzę do wniosku, że czas się pożegnać z tą szacowną instytucją i poszukać czegoś innego. Może wrócę do wizażu... a może wznowię mozolne leczenie i tym razem nie dam się depresji? Hehe... Już się widzę latającą codziennie do lekarza, siadającą grzecznie w poczekalni i czekającą spokojnie na kolejne usg... Nic z tego... Jeszcze za wcześnie. Poza tym gdzie ja znajdę lekarza w Warszawie, który przetrzyma moje przekleństwa i pretensje, i niecierpliwość (o niej nie można zapomnieć :P ). Z drugiej strony wszyscy Ci mądrzy profesorowie mogliby wymyśleć w końcu coś innego niż rozkładanie rąk z bezradnym uśmiechem i słowami: "proszę mieć nadzieję" - to takie uzasadnienie do bezkarnego faszerowania pacjentów lekami w chwilach gdy sami nie wiedzą co się robić i czemu terapia nie działa - "przecież to z pewnością nie zaszkodzi"
I serce wtedy ucieka... Jak dziś...
Ale dzis sama bym uciekła na Szmaragdową Wyspę - za K.rzyśkiem, za myślami, za sercem, za spokojem...
Zamiast tego siedzę w sypialni zawalonej papierami, czuję jak czas mi przecieka przez palce i usiłuję wymyśleć logiczne wyjaśnienia do korekty wniosku. Bleh. Dziadostwo!

*************
A tak z innej beczki...
Ile razy w ciągu dnia można pomyśleć o seksie? Mężczyźni podobno myślą tylko o nim. A jak jest z kobietami? Jest jakaś norma? Jakaś granica? Hmmm... kolejna do przekroczenia ;D
Tyle że nie w moim przypadku - ostatnio myślę głównie o seksie. Nawet gdy siedzę zatopiona w cyferkach po uszy - nie zdawałam sobie sprawy, że można mieć tyle skojarzeń w stosunku do cyfry 2 :D albo liczby 721 ;)

niedziela, 26 sierpnia 2007

Przeszłam samą siebie

Udało sie. Rozpalilam ognisko. Uwierzylam, ze bedzie lepiej! I tego sie bede trzymac

sobota, 25 sierpnia 2007

Iskierka

Wielki powrót do rysowania. właściwie do szkicowania, ale kto by się przejmował różnicą :) Muszę jakoś zapełnić sobie czas, inaczej oszaleję. Z K. się ostatnio mijamy. Żadne z nas nie ma ochoty rozmawiać, chociaż wiem, że ciężko ze mną wytrzymać ostatnio, to trzeba przyznać facetowi - trzyma się dzielnie i wspiera jak może. Zazdroszczę mu siły.... ja staram się utrzymać tę iskierkę nadziei która się jeszcze we mnie tli- on ma jej dla mnie całą pochodnię. Zazdroszczę mu siły...

czwartek, 23 sierpnia 2007

Oto ja

Oto ja. Zamyślona, zabiegana, zwichrowana. Wciąż niepewna jutra... I bezwzględnie absolutnie totalnie pochłonięta zapchaniem dziury emocjonalnej... próbą wytłumaczenia sobie, że nadal istnieje coś takiego jak nadzieja... że warto nadal walczyć i próbować... Ciężko idzie.