czwartek, 13 marca 2008

Dla K. :*

Dziękuję, że jesteś :))))))))))

*******
Będę rzeką dla twych strudzonych nóg
kwiatem na ramieniu
głodem twych spragnionych ust-
Ptakiem będę odkrzykującym z oddali
ciepłym piaskiem w twych dłoniach
wiatrem co rzęsy ci spali-
Będę tętnem pulsującym w twej szyi
burzą spokojem i niebem
smakiem ulotnej chwili-
Jestem...

Mąż, już Ty wiesz co ;P :DDDD

środa, 12 marca 2008

Krótka przerwa

Nadzieja po raz kolejny spełzła na niczym. Jednak tym razem przyjęłam to spokojnie i bez zwyczajowej histerii. Bo mam PLAN, ale o tym za chwilkę :P
Sporo się dzieje ostatnio.
W pracy nawał roboty, nie mam czasu nawet się za uchem podrapać;)
Cóż, Wiosna idzie ;)
A wraz z wiosną przybywa postanowień. Jak choćby to ostatnie - w leczeniu trzy miesiące przerwy. Ale zgodnie z zasadą COŚ ZA COŚ - trzy miesiące przerwy nie oznaczają trzech miesięcy słodkiego lenistwa, wręcz przeciwnie. I to jest ten wielki PLAN. Zgodnie z powziętym i podpisanym przez wszystkich świętych planem, te trzy miesiące pełne będą wytężonej pracy. Mają bowiem skutkować dość dużym spadkiem mojej wagi. Wariant pesymistyczny zakłada 10 kg, wariant optymistyczny 20, wariant realistyczny - coś pomiędzy ;) Wspomagana czarodziejskimi specyfikami Moniki, akupunkturą i dieciskiem, poświęcać się będę intensywnym ćwiczeniom przeplatanym jogą.
Bo joga, kochany Rozumku, uspokaja mi Serce, a ciebie, kochany Rozumku, zajmuje czym innym niż wymyślaniem powodów kolejnych niepowodzeń terapii. Dzięki temu zyskuję chwilę dla siebie ;)
I tego będę się trzymać!
Poza tym kroi się krótka wizyta w szpitalu - brrr... zimno mi się robi na samą myśl. Jak mus to mus. Prawdę mówiąc wolałabym mieć już te badania za sobą :)

sobota, 23 lutego 2008

...

- Jeżeli ciąża to stan naturalny, to czemu tak trudne to wszystko?
- Bo wszystko co dobre przychodzi z trudem, Kochanie...

******

Znów karmię sie nadzieją. Mimo że zdrowy rozsądek i wszystko dokoła mówi mi, że znów totalna klapa - nadal wierzę - kompletnie irracjonalnie i bezpodstawnie. Nie potrafię przestać wierzyć. Boję się, że bez tej mojej wiary się już nie podniosę. Ostatnio znów śnił mi się labirynt - ciemny, pełen wilgoci, zapętlony. I pełen odbijającego się od ścian płaczu dziecka, do którego nie mogłam się dostać, nie mogłam go ukoić, nie mogłam odnaleźć. Tak się czuję na co dzień - skołowana, bezsilna - ale wciąż z tlącą się nadzieją, że ten miesiąc będzie się różnił od poprzednich. A tu temperatura nie rośnie, samopoczucie pod psem... Wczoraj było jeszcze dobrze, stres odpuścił na chwilkę. Dziś napadł na mnie ze zdwojoną siłą. Nie chce mi się wychodzić z domu. Ba! Nie chce mi się nawet zwlekać z łóżka. Skończyłam czytać "Nadzieję". Miała mi pomóc, a czuję się tylko jeszcze bardziej przygnębiona. Ze mnie jednak jest dziwadło....

środa, 13 lutego 2008

Chwila...

"Wymarzony cud,

maleńki cud nadziei

ten dar szczególny nieba

najmniejsze z wszystkich marzeń...

miłości wielkiej trzeba by zegar tykać zaczął,

jak wielki ból rozstania

jak mroczny żal po stracie

jak jęk, co serce rani, a potem znów od nowa

liczenie na łut szczęścia

na nowy uśmiech losu

że uda się utrzymać wbrew wszystkim przeciwnościom

dopóki sił wystarczy

wykrzyczeć w twarz ciemnościom tęsknotę aż do nieba

i szeptać

coraz ciszej,

bo długo czekać trzeba aż dobry duch usłyszy

i ześle ciemną nocą

gdy ledwo śmiesz oddychać -

drobniutkie wnet paluszki twój rękaw będą chwytać

i w sercu płynne złoto,

bo nie jest wciąż za późno

podziwiać cud stworzenia

wśród niespokojnych szeptów i krzyków udręczenia,

aż wreszcie w mych ramionach istotka kwili mała,

o, chwilo upragniona, bodajbyś wiecznie trwała!"

czwartek, 7 lutego 2008

Wierzę. Całe swoje życie wierzę. Wierzę w prawa ustanowione, wierzę w miłość nieskończoną i miłosierdzie, w odpuszczenie win też wierzę... Wierzę nawet w to, ze w tym szaleństwie jest metoda - że dzięki mojej kilkuletniej walce o maleńkie serduszko, które chcę nosić pod sercem, staję się silniejsza, odporniejsza, madrzejsza i... coraz bardziej głodna. Głodem, którego nie potrafię zaspokoić. Ale nawet wtedy wierzę...
Trudno mi jednak uwierzyć, że Bóg potępi mnie za cały ten trud, za cierpienie, które znoszę by żyć w zgodzie z tym co ślubowałam i co sam umieścił w swoich prawach - by zostać matką... Trudno uwierzyć mi w to, że zostanę potępiona na wieki. Można mówić o winie, gdy dokonuje się świadomego wyboru. To co robię nie jest wyborem - ja chwytam się ostatniej deski ratunku, mimo że kaleczy mi dłonie. Cierpię w walce o życie. Nikt na Ziemi nie ma prawa mnie za to potępiać...

piątek, 1 lutego 2008

Wykaraskalam się z dołka, potem były chwile zarobienia... teraz czekam błogiej stagnacji...
i z drżeniem myślę o kolejnej becie we wtorek... Czuję się coraz bardziej zmęczona... nawet nie smutna.. najzwyczajniej w świecie zmęczona.

I dziczeję. Znowu. Zamykam się w domu z książką i tak jest mi dobrze. W zasadzie chwilowo nie mam ochoty spotykać się nikim, albo przynajmniej nie mam ochoty wychodzić - jezeli ktoś mnie odwiedzi, to przecież go nie wygonię... Chociaż niektórych....... spuściłabym ze schodów... zwłaszcza ostatnio!

wtorek, 8 stycznia 2008

...

Mam wyniki bety...

Myślę ciszą....

poniedziałek, 7 stycznia 2008

Gorszy dzień...

Czasem mnie dopada. Taki zły dzień... Za oknem szaro i zimno... W sercu szaro i mokro... Płaczek do mnie przyszedł... I tak siedzi mi na głowie od rana.
Doszłam do wniosku, że nie wyczekam tylu dni. Pomaszerowałam rano na betę - wyniki w najlepszym razie jutro, a najprawdopodobniej w środę. W sumie to lepiej - zawsze to 2 dni nerwów, a nie 12. Pregnyl podany 22 grudnia - 16 dni temu - nie powinien zakłócić wyniku. A ja będę wiedziała na czym stoję i albo oszaleję z radości albo przeżałobuję kilkanaście dni.
Zbierając siły na następną próbę.

Zauważyłam, że boję się myśleć...
Boję się pomyśleć, że się udało - bo co będzie jeżeli się nie uda? Boję się myśleć, że się nie udało - bo popadam w coraz głębszy dołek. Boję się pesymizmu... Boję się optymizmu.. Boję się wierzyć... Boję się mieć nadzieję... Boję się ją stracić... Strach! Wszechobecny strach!
Czasem z tego strachu brakuje mi tchu, trudno oddychać. Zapadłabym się w tym strachu... I w ciemności, którą niesie... Gdyby nie ciepłe dłonie Krzyśka i jego spokojny głos, zapadłabym się.

W te gorsze dni jest różnie. Czasem budzę się rano i chce mi się wyć. W poczuciu bezsilności zaciskam pięści raniąc paznokciami wnętrza dłoni. Czasem budzę się obojętna na to co się dzieje wokół mnie. Czasem po prostu płaczę. Czasem dopada mnie histeryczny śmiech. Czasem nie mam siły na podniesienie się z łóżka. Czasem wyskakuję z niego jak oparzona. Kompletne niezrównoważenie....
Dziś jest to płaczliwe Czasem. Płaczliwe i wyjątkowo niecierpliwe.

A w tym wszystkim najgorsze jest czekanie... Z jednej strony usilnie staram się nie myśleć o wynikach badania, staram się zająć czym innym. Z drugiej strony pytania wciąż kołaczą mi się w głowie... A jeżeli tym razem się udało? Jaka będzie płeć? Czy będzie zdrowe? Czy w końcu się udało?!? A co jeżeli nie?! Czy dam radę znów się podnieść i stanąć do nowej walki? Czy starczy mi sił? Czy jeszcze chcę walczyć? Czy warto próbować? Czy to ma w ogóle sens?!

piątek, 28 grudnia 2007

Dwadzieścia parę dni...

Kolejne odliczanie rozpoczęło się dziś... Odznaczyłam w kalendarzu dwie daty: 10 stycznia 2008 i 21 stycznia 2008. Każdego dnia skreślę dzień miniony modląc się w duchu. Słonika po łysinie głaskać nie będę, bo już za mocno błyszczy.

niedziela, 23 grudnia 2007

Gwiazdkowe iskierki...

Zbliża się Boże Narodzenie. Okres przedświąteczny zawsze był bardzo ważnym dla mnie czasem, W tym roku jest to czas szczególny...
Szczególny o dwojakiej naturze.
Najpierw to co dla mnie przykre:
Primo - Pierwsze Boże Narodzenie bez Babci... bez jej uśmiechu... bez ciepłych dłoni... bez jej barszczu... bez gwiazdkowych iskierek w oczach... pusto...
Duo - Wszyscy jesteśmy przemęczeni. A jak jesteśmy przemęczeni to o kłótnie i zwady nietrudno. Wybuchają zupełnie bez sensu na każdym kroku. Tym sposobem nastrój świąteczni diabli biorą.

Teraz to co budzi nadzieję i radość:
Właściwie tutaj zdecydowanie dominuje 18mm w 10 dc! :D
Jeżeli się uda - gwiazdkowe iskierki powrócą z wielkim hukiem :)
Im więcej o tym myślę, tym mocniej przekonana jestem, że innego prezentu nie mogłabym sobie wymarzyć... Jeżeli się uda...

Paskudne to słowo. - Jeżeli -
Wolałabym, żeby ktoś mi powiedział: "Uda się" albo "Nie uda się". Konkretnie. Beż żadnego "Jeżeli". Ale tak się nie da... Odcierp swoje człowieczku...

***********

Wczorajszy stan rzeczy pani dr określiła jednym słowem: "Mniamniuśnie". I ze szczerze radosnym uśmiechem wypisała receptę na gonadotropinę. Dziś miałam dostać zastrzyk. Postanowiłam skorzystać z dobrodziejstwa rodzimych zasobów medycznych i zamiast do kliniki na Ursynowie, ze zleceniem wykonania zastrzyku pojechałam do własnego miejsca pracy. Na Izbie Przyjęć panował spokój. Miła pani pielęgniarka wzięła ode mnie pudełko z lekiem, poprosiła o położenie się na wyrku i opuszczenie spodni (nie ma to jak zastrzyk domięśniowy ;P)
Dla mnie rutyna. Zabieg przebiegł bezboleśnie - troszkę mnie to zdziwiło, bo zazwyczaj boli, a dziś nic. Stwierdziłam, ze ktoś na górze ma dziś dobry dzień i postanowił uchylić nam odrobinkę nieba ;) Ubrałam się, uśmiechnęłam do pani pielęgniarki i już chciałam wychodzić, gdy nagle ona wyciągnęła do mnie rękę z pudełkiem po leku. - "Można to wyrzucić" - powiedziałam. Na co pani pielęgniarka z rozbrajającym uśmiechem i spokojem odpowiedziała: - "Ale tam jeszcze jedna ampułka została". Opanowała mnie zgroza. "Jak to została?" - pytam. Otwieram pudełko i włos mi się jeży. W pudełeczku spoczywa sobie bezpiecznie ampułka z gonadotropiną, za w koszu na śmieci ampułka po rozpuszczalniku (z wypisanym słowem - ROZPUSZCZALNIK). Zmroziło mnie. Ta kobieta zrobiła mi zastrzyk tylko z samego rozpuszczalnika, natomiast sam lek spokojnie został w pudełku! Faktycznie, nie powiedziałam, że zawartość ampułek się miesza i dopiero wstrzykuje, ale... zawsze wydawało mi się, że służby medyczne są czytate i pisate. Poza tym... poza tym to brak mi słów. Na szczęście okazało się, że rozpuszczalnikiem było NaCl, więc szybko rozpuściła gonadotropinę w odrobinie z zapasu Szpitalnego i zrobiła mi ten nieszczęsny zastrzyk. Sytuacja z jednej strony zabawna, z drugiej - woła o pomstę do nieba.
Na szczęście wszystko się dobrze skończyło. Teraz zostaje mocno trzymać kciuki ;)

środa, 12 grudnia 2007

Feniks

Gałązka umarła
Spopieliłam ją wzrokiem
dziś rano

Serce mi umarło
Spopieliłam je wzrokiem
dziś rano

Zadziwiające
że podnosi się
z popiołów


jak feniks

wtorek, 11 grudnia 2007

CzarEWAnica...

CzarEWAnica...
Czarownica...
Wiedźma...
Ale taka dobra...
Wcisnęła mi do ręki gałązkę nadziei
i zabrania puścić
do piątku
tego
albo przyszłego
Gałązka zakwitnie-mówi
Pewnym głosem
Bez drżenia
Z uśmiechem
w oczach

Czekam

sobota, 8 grudnia 2007

Bo życie trzeba przeżyć, skarbku....

Huragan...
huragan w sercu
i wichura w głowie...
I deszcz...
paskudny
wszędzie się wciskający
słony
deszcz....

kruche życie...

to życie trzeba przeżyć, Skarbku...

czwartek, 29 listopada 2007

15 dni...

15 dni...
Odrobinkę więcej niż dwa tygodnie...
Niby nic, ale...
Odliczam każdy dzień z tych 15...
Odliczam trzymając kciuki, modląc się, żywiąc się nadzieją i pocierając łysinkę słonika...
na szczęście!

poniedziałek, 26 listopada 2007

Czy wierzysz w cuda?

**********

Jest noc, która nagle wszystko zmienia,
całe miasto śpi.
Jest dzień, który w życie się zamienia,
robisz pierwszy życia łyk.
Mam sen- nie pamiętam nawet jaki,
tyle dzieje się.
A ten dzień, bardzo wiele dla mnie znaczy.
Oddychaj szeptem, przytul mnie.
Oddychaj w ciszy, ogrzej mnie.
Czy wierzysz w cuda ?
Chcę przy nim czuwać cały dzień.

Zerwał się wiatr, który budzi nas z mocnego snu.
Ostatni raz, nie pamiętam bym płakał do słów.
On słyszy Twoje myśli, które chcesz przekazać mu.
On słyszy Twoje słowa i czeka już na Ciebie tu.

Jest noc, która nagle wszystko zmienia,
całe miasto śpi.
Jest sen, który w życie się zamienia,
robisz pierwszy życia łyk.
Jak ptak, wciąż pamiętam o wolności,
którą w sobie mam.
Jak brat pokochałem twe słabości.
Oddychaj szeptem, przytul mnie.
Oddychaj w ciszy, ogrzej mnie.
Czy wierzysz w cuda ?
Chcę przy nim czuwać cały dzień.

Zerwał się wiatr, który budzi nas z mocnego snu.
Ostatni raz, nie pamiętam bym płakał do słów.
On słyszy Twoje myśli, które chcesz przekazać mu.
On słyszy Twoje słowa i czeka już na Ciebie tu.

/Feel - Paul/

**************

A u mnie ostatnio muzycznie... Cóż poradzę - w duszy mi gra. Nad tym nie należy ubolewać ani płakać - z tego trzeba się cieszyć :-D Więc się cieszę z tych chwil maniakalnej radości :-))))
Nadzieja wykiełkowała mimo wielu przeciwności i spadających głazów. Nie damy się lawinie zdarzeń negatywnych! O! Taki manifest napisało moje serce i o dziwo - trzyma się go pazurami. I niech trzyma! Bo, Szanowni Państwo, moje serce uparcie wierzy w cuda. Tak uparcie, że i mnie przekonało.
Wywieszę flagę w akcie poparcia tej idei! Bo cuda się zdarzają. Co więcej.. Każdy dzień w nie obfituje. Bowiem cudem jest każdy uśmiech, każde życzliwe spojrzenie, każda ciepła myśl... Ileż doświadczamy ich każdego dnia? Większości z nich nawet nie zauważamy.

piątek, 23 listopada 2007

Ciebie mam....

Kolejny dzień tyrania. W pracy ciężko. Ruszają prace nad projektem. Nabór w I kwartale 2008, ale dużo mówi się w kuluarach o preselekcji... Tak więc trzeba zakasać rękawy i zabrać się do roboty. :-) Najbliższe weekendy upłyną pod znakiem tworzenia studium wykonalności :)
To tyle o pracy. A co prywatnie?
Cóż, serce chce śpiewać: "Ciebie mam i nic mi nie trzeba. Nieważny cały świat.." :-D
Krzyś dzielnie sekunduje i wspiera. Przetrwał nawet mój ostatni nocny atak paniki i histerii. Pełen podziw i szacunek :-)
************
Ciebie mam i nic mi nie trzeba
Nieważny cały świat

Powiem to po cichu
Zostań ze mną chwilę
Kolejny dzień, kolejna noc
Chcę Ciebie non stop
Rano i po zmierchu
potrzebuję Ciebie
Kolejny dzień, kolejna noc
Chcę Ciebie non stop

Gdy Ciebie mam
dla siebie tak
to wszystko jest łatwiejsze
lepszy cały świat
Gdy Ciebie mam
dla siebie tak
wtedy nic nie jest ważne

Ciebie mam i nic mi nie trzeba
Nieważny cały świat

Przytul mnie na chwilę
Chcę Cię mieć dla siebie
Kolejny dzień, kolejna noc
Bądź ze mną non stop
Czaruj mnie pomału
Czaruj mnie namiętnie
Kolejny dzień, kolejna noc
Dotykaj non stop

Gdy Ciebie mam
dla siebie tak
to wszystko jest łatwiejsze
lepszy cały świat
Gdy Ciebie mam
dla siebie tak
wtedy nic nie jest ważne

Ciebie mam i nic mi nie trzeba
Nieważny cały świat
Ciebie mam i nic mi nie trzeba
Wtedy nic nie jest ważne
/Blue Cafe- Ciebie mam..- Ovosho/

*************

wtorek, 20 listopada 2007

Między nami nigdy nic nie było...

Trudno mi w dzisiejszym dniu znaleźć coś miłego czego mogłabym się trzymać w trudnych chwilach... Nie było w nim nic miłego... Może poza porannym zaspanym uśmiechem Krzysia ujrzanym spod przymkniętych powiek. Może poza smakiem herbaty z czarnego bzu ze szczyptą cynamonu i goździkami wypitą z samego rana. Zostawiła miłe korzenne wspomnienie na języku... W tym dniu nie było nic miłego poza kołaczącą się w kółko piosenką Button Hackers, którą po cichu wyje moje serce... I poza kieliszkiem napełnionym trunkiem. Takim jaki lubię: mocnym, aromatycznym, o odpowiednim poziomie wytrawności i głębokiej rubinowej barwie... Niby nie wolno mi pić, ale dziś zrobię wyjątek dla lampki... Albo dwóch... I dziś pozwolę sobie na ciche zawodzenie, które dla niektórych jest śpiewem... Ta sama melodia. Do znudzenia. Do momentu aż wszystkie dźwięki zleją się w jeden.

...Zagubiony w morzu słów westchnienia
W oceanie trudny sens
Chodzę ulicami niespełnienia...

Świetnie ujęte emocje. Moje emocje w chwili obecnej. Czuję się jak bym krążyła po labiryncie w zupełnej ciemności mając nić Ariadny pod nosem - i nawet nie zdając sobie sprawy z jej obecności... Mam tylko nadzieję, że w końcu wydostanę się na zewnątrz i będę mogła zaśmiać się słońcu w twarz! Bo tego chcę. Zaśmiać się tej parszywej i rozradowanej ciepłej tarczy prosto w... właściwie czy słońce ma twarz?... no cóż w najgorszym razie pragnę roześmiać mu się prosto w tarczę! Dzikim, nieopanowanym, niepowstrzymywanym, złośliwym, tryumfującym, psychodelicznym, niezrównoważonym, serdecznym, histerycznym, i jaki tam jeszcze może być, śmiechem!

...W filiżance szukam Twego smaku
Na poduszce Twoich ust
Dotknij oczu mych i oczaruj
Bo chcę byś była już
Była tu...

Moje serce zmienia słowa tej zwrotki... Śpiewa: "Bo chcę byś było już. Było tu..." Bo tego chcę... By już było... Ale życia się nie da zaplanować... Czasem zmienia tory, czasem zjawia się nagle - jak pierwsza miłość. Wkrada się niezauważenie i klepie nas w ramię. Odwracamy się a ono rozbawione wyskakuje przed nas. I to mnie w życiu fascynuje. Niby je dobrze znamy i myślimy, że wiemy czego się po nim spodziewać, a ono mając w nosie nas i nasze myśli i tak postępuje po swojemu zaskakując nas kompletnie (niektórych zastaje nawet ze spuszczonymi spodniami;) )

Osiągnęłam cel. Wyciszyłam się i uspokoiłam. Piosenka zlała się w jeden dźwięk. Serce śpiewa już wszystkie jej słowa... Jak wiele może sprawić muzyka, blask świec i lampeczka dobrego wina... I czas, czas, czas...

Między nami nigdy nic nie było
Nasze dłonie nigdy nie spotkały się
Teraz już napewno wiem że to miłość
I dlatego mówić chcę Kocham Cię

Zagubiony w morzu słów westchnienia
W oceanie trudny sens
Chodzę ulicami niespełnienia
I wierzę że znajdę Cię

Między nami nigdy nic nie było
Nasze dłonie nigdy nie spotkały się
Teraz już napewno wiem że to miłość
I dlatego mówić chcę Kocham Cię

W filiżance szukam Twego smaku
Na poduszce Twoich ust
Dotknij oczu mych i oczaruj
Bo chcę byś była już
Była tu...

Między nami nigdy nic nie było
Nasze dłonie nigdy nie spotkały się
Teraz już napewno wiem że to miłość
I dlatego mówić chcę Kocham Cię.

Szukam Cię, dziś wiem gdzie Ty tam ja
Głód oczu mych mówi, że to jest Twoja twarz

Między nami nigdy nic nie było
Nasze dłonie nigdy nie spotkały się
Teraz już napewno wiem że to miłość
I dlatego mówić chcę Kocham Cię
Kocham Cię...

czwartek, 15 listopada 2007

(...)
Wiesz zaufaj mi jak chcesz, zaczaruj mnie jak chcesz,
Pokochaj kiedy ja sam ze sobą kłócę się.
Oddychaj dla mnie, spójrz czasem w oczy me,
Zastanów się, no zastanów się!
(...)
/A gdy jest już ciemno - Feel/

Ostatnio odkrywam wiele rzeczy na nowo... Na nowo odkryłam The Police i Barbrę Streisand. Na nowo odkryłam Nat King Cole'a... Na nowo odkrywam malowanie portretów... Na nowo zgłębiam smak i zapach cytrusów... Odkrywam radość z gotowania... Największy renesans przeżywa chyba jednak moja kobiecość... Trudno ją określić i zdefiniować...Od lat zadaję sobie pytanie: Czymże ona jest? Wczoraj znalazłam tekst, w którym autor próbował przybliżyć ten termin. I udało mu się znakomicie. o jak wygrać kobiecość? Jak w dzisiejszych czasach nie stracić jej? Ks. Marek Dziewiecki na łamach miesięcznika "Wychowawca" starał się wyjść naprzeciw tego pytania:
********
"Niektórym kobiecość kojarzy się ze służbą, poświęceniem, naiwnością. Inni widzą w kobiecie osobę, która jest genialna, kochana i podziwiana. Mężczyźni są bardziej zainteresowani światem rzeczy i łatwiej sobie radzą z rzeczami (gospodarka, polityka, sport). Kobiety są wrażliwsze na świat osób i bardziej predysponowane do kontaktu z osobami. Mają zwykle decydujący wpływ na relacje w małżeństwie i rodzinie, wśród przyjaciół i znajomych. Wielu mężczyzn nie docenia kobiet i ich roli w społeczeństwie. Zakochani potrafią traktować je jak bóstwa, ale później w codziennym życiu odnoszą się do kobiet z arogancją i cynizmem. Część kobiet broni się wtedy przed własną kobiecością, zamiast bronić się przed takimi mężczyznami. Wygrać życie może tylko ta kobieta, która cieszy się swoją płcią i swym kobiecym geniuszem.(...)
Największy wkład w rozwój ludzkości niektórzy przypisują mężczyznom. Mają wówczas na myśli malarstwo, muzykę, architekturę, rozwój nauki i techniki. Bycie kobietą kojarzy się wtedy z niższym statusem społecznym, z zależnością od mężczyzn, z bólem i trudem rodzenia dzieci. Tak widziana kobiecość jest traktowana raczej jak ciężar, niż jak powód do dumy. Tymczasem wychowanie dziecka czy troska o bardziej ludzkie oblicze ziemi, wymaga większego geniuszu niż zbudowanie komputera czy wieżowca. Dojrzała kobieta to natchnienie dla mężczyzn i błogosławieństwo dla ludzkości. Taka kobieta - aby być szczęśliwą - nie musi stawać się kopią mężczyzny.(...)
Kobiety są nazywane płcią "słabszą", ale żyją zwykle dłużej od mężczyzn, a ich organizm jest zaskakująco wytrzymały. Mężczyzna jest zdolny do cięższej pracy, ale potrzebuje regularnego odpoczynku. Kobieta potrafi dniami i nocami trwać na "dyżurze" przy tych, którzy potrzebują jej obecności. Zdrowie to dla kobiety cenne narzędzie miłości i to jest najważniejszy motyw, by troszczyć się o własny organizm.(...) Troska o ciało ma sens, gdy połączona jest z troską o rozwój duchowy. Poczucie bezpieczeństwa, oparte na fizycznej atrakcyjności, jest nietrwałe i zawodne.(...)
Kobiecy wygląd i ubiór, ton głosu, uśmiech, sposób poruszania się i zachowania wyraża wdzięk i harmonię nieosiągalną dla mężczyzny. Kobieta jest wrażliwa na piękno kształtów, kolorów i zapachów, ale też na piękno wewnętrzne: psychiczne, moralne i duchowe, na piękną miłość, czystość, gościnność, kulturę bycia. Zdumiewa i porusza pięknem swej troski o człowieka, pięknem odwagi i bezinteresowności. Pięknem, które przemienia środowiska dotknięte brzydotą materialną czy moralną.(...) Piękna jest kobieca filozofia życia, w której miłość i szlachetność ważniejsza jest niż przyjemność czy zysk. Kto dostrzega jedynie zewnętrzny urok kobiety, ten nie potrafi zachwycić się jej wewnętrznym pięknem. Szczęśliwa kobieta to więcej niż płeć piękna. To piękna osoba. (...)
Rodzice są zwykle przekonani, że łatwiej jest wychować córkę niż syna. Córki są bardziej posłuszne, pracowite, zdyscyplinowane. Nie jest to jednak cała prawda, gdyż córka jest bardziej niż syn wrażliwa na zranienia emocjonalne i moralne, na kryzys rodziców i negatywny wpływ środowiska. Mocniej przeżywa własne słabości i rozczarowania w kontakcie z innymi. Potrzebuje szczególnego wsparcia rodziców, nieustannych znaków miłości i troski, serdecznych rozmów i słów otuchy. Potrzebuje rodziców, którzy z czułością i dyskrecją wsłuchują się w jej radość i łzy, w jej słowa i milczenie, w jej wrażliwość i lęki, w jej poczucie osamotnienia czy bezradności. Wychowanie córki to pomaganie, by stała się artystką, a nie rzemieślnikiem w przeżywaniu i wyrażaniu człowieczeństwa. Wychowanie córki to towarzyszenie w narodzinach drogocennej perły. (...)
Najsilniej łączy się kobieta ze swoim mężem. To więź obejmująca ducha i ciało, oparta na miłości wiernej i wyłącznej. Łączy ją z nim intymność psychiczna, duchowa i fizyczna, która jest nieosiągalna w innych więziach. Żona jest niezwykłym darem dla męża i podobnego daru potrzebuje z jego strony. Uczy męża czułości i wierności. Pomaga mu w łączeniu seksualności z miłością. Wspiera więź męża z dziećmi. Stając się matką, pozostaje żoną, która nadal dba o swoją więź z mężem, o swój wygląd i swoją kobiecą atrakcyjność. Dzięki temu dzieci mogą czuć się kochane wewnątrz miłości rodziców, a po ich odejściu więź małżeńska nie ulega osłabieniu.
Żona pomaga mężowi rozwijać w sobie to, co najpiękniejsze. (...)
Mózg kobiet umożliwia lepszy niż u mężczyzn przepływ informacji między półkulą myślenia i półkulą emocji. Kobieca psychika jest lepiej dostosowana do kontaktu z osobami, gdzie trzeba jednocześnie myśleć i odczuwać. Kobiety funkcjonują na zasadzie współzależności. Chętniej pomagają i przyjmują pomoc. Mężczyźni szukają bardziej niezależności, dlatego stany samobójcze są u kobiet wołaniem o pomoc, a u mężczyzn wołaniem o śmierć. Dojrzała kobieta wie, że jej zmienne nastroje powodują zmienność myśli i zachowań. Rozumie, że psychika to "lustro", które odzwierciedla jej sytuację i jej więzi.(...)
Seksualność mężczyzny jest silnie powiązana z cielesnością, a kobiety bardziej zintegrowana z całą jej osobą. Trzymając kogoś za rękę, kobieta nie skupia się na dotyku, lecz na człowieku, na jego przeżyciach i potrzebach. Łatwiej panuje nad pożądaniem i uczy mężczyzn właściwej kolejności więzi. Bliskość fizyczna cieszy ją tylko w kontekście więzi duchowej i uczuciowej. Najbardziej intymne gesty rezerwuje do najsilniejszej więzi. Czuje się bezpieczna tylko wtedy, gdy seksualność połączona jest z miłością wierną i wyłączną, czyli małżeńską i gdy kontakt seksualny z mężem to czubek góry lodowej w morzu czułych słów, spojrzeń i gestów. W przeciwnym przypadku kobieta czuje się poniżona i dotkliwie cierpi.(...)
Szlachetna więź kobiety i mężczyzny to miejsce fascynacji i rozwoju. Kobieta wprowadza mężczyznę w świat dobra, prawdy, piękna i świętości. Otwiera na tajemnicę człowieka. Uczy miłości i czułości. Potrzebuje też wsparcia, podziwu, szacunku i opieki z jego strony. W chwilach kryzysu i słabości mobilizuje ją świadomość, że mężczyzna się o nią troszczy. Potrzebuje jego dyskrecji, cierpliwości, stanowczości i pogody ducha. Dzięki kobiecie mężczyzna odkrywa radość z czystej miłości, która jest nieosiągalna w inny sposób.(...)
zczególna wrażliwość kobiet na świat osób sprawia, że mówią one więcej i chętniej niż mężczyźni. Ludzie są przecież bardziej intrygujący i skomplikowani, niż rzeczy. Kobiety mają uszy, które więcej słyszą oraz oczy, które lepiej widzą. Dzięki temu łatwiej niż mężczyźni odczytują ton głosu, wyraz twarzy, sens spojrzenia. Łatwiej wczuwają się w myśli i przeżycia własne oraz swoich rozmówców. W kontaktach z innymi mówią zwykle o konkretnych ludziach i ich zachowaniu. Natomiast mężczyźni chętniej opowiadają o ekonomii, polityce czy sporcie. Sądzą, że to są istotne tematy. Tymczasem zdolność mówienia o osobach jest ważniejsza, niż wypowiedzi na temat świata rzeczy. Przyjazne i mądre rozmowy czasem dosłownie ratują komuś życie. (...)
Wielu mężczyzn sądzi, że to oni wnoszą największy wkład w rozwój ludzkości. Redukują dzieła rąk ludzkich do postępu w nauce i technice albo do produkcji dóbr materialnych. A przecież urodzenie i wychowanie człowieka jest nieporównywalnie bardziej kreatywne, niż skonstruowanie jakiegoś urządzenia. Dojrzałe kobiety są niezwykle twórcze duchowo. Dysponują fantazją miłości i geniuszem wychowawczym. Są natchnieniem mężczyzn w ich aktywności gospodarczej, kulturowej i politycznej. Mężczyznom trudno o pracowitość i zaangażowanie, gdy w ich życiu zabraknie twórczych kobiet. Popadają wtedy w apatię, bezradność i degradację psychospołeczną. Poprzez swoją agresję i wojny niszczą to, co zbudowali wspólnie z kobietami.
Przekazywanie życia i wychowanie człowieka to najbardziej genialna forma ludzkiej kreatywności.(...)
Kobieta potrafi być jednocześnie dobra i mądra. Kobieca dobroć jest zwykle bardziej cicha i bezinteresowna oraz mniej widoczna, niż dobroć mężczyzn. Kobieca mądrość dotyczy świata osób i jest ważniejsza niż wiedza mężczyzn na temat świata rzeczy. Kobieta komunikuje dobroć i mądrość łagodnie, a jednocześnie w sposób czytelny i przekonujący, gdyż przeżywa miłość i prawdę całą sobą, a nie tylko umysłem. (...)
Nie jest łatwo być dojrzałą kobietą, czyli kimś szczególnie wrażliwym na człowieka, miłość, więzi, uczucia. Kobieta w kryzysie skupia się przesadnie na sobie, przeżywa skrajną zmienność nastrojów, bolesne lęki, natrętne myśli, katastroficzne wyobrażenia. Wchodzi w toksyczne więzi z ludźmi, którzy przeżywają jeszcze większy niż ona kryzys i którzy ją krzywdzą. W "najlepszym" przypadku staje się bezradna i naiwna. Ulega manipulacjom oraz fizycznej, psychicznej i moralnej przemocy. Nie próbuje się bronić. W najgorszym przypadku staje się cyniczna, okrutna, zazdrosna, przewrotna, rozwiązła. Plotkuje, prowokuje, niepokoi. Okazuje się mistrzem w zadawaniu bólu. Staje się groźniejsza od cynicznych i zdemoralizowanych mężczyzn. (...)
Kobiecość nie uznaje przeciętności, gdyż świat osób stawia wyższe wymagania niż świat rzeczy. Mimo wewnętrznych trudności i zewnętrznych zagrożeń, wiele kobiet dorasta do swego geniuszu. Nie ulegają one sloganom, że kobieta jest "warta" nowych kosmetyków, ubrań czy telefonów. Wiedzą, że kobiety są warte czegoś znacznie więcej. Są warte szacunku, wdzięczności, podziwu dla ich uroku, ich sposobu bycia matką, żoną, siostrą, córką, współpracowniczką, dla ich niezastąpionego wkładu w życie rodziny i społeczeństwa. Gdy otrzymują miłość i wsparcie, wtedy dosłownie rozkwitają w swojej kobiecości. Stają się najlepszym przyjacielem i najwierniejszą towarzyszką życia . Postępują jak duchowe księżniczki i wymagają od mężczyzn, by tak je właśnie traktowali. Wiedzą, że nic mniej nie wystarczy kobiecie, by czuła się szczęśliwa i spełniona."
********
Pozwoliłam sobie przytoczyć tu te słowa bowiem dawno nie przeczytałam o kobietach czegoś bardziej wzruszającego, pięknego, pełnego szacunku i ciepła... A tego nam, kobietom, potrzeba...

środa, 14 listopada 2007

JAK ANIOŁA GŁOS, USŁYSZAŁEM JĄ, POWIEDZIAŁA PATRZ

TAK TO ON, NA ROZSTAJU DRÓG STOI DOBRY BÓG

ON WSKAŻE CI DROGĘ

JAK ANIOŁA GŁOS, USŁYSZAŁEM JĄ, POWIEDZIAŁA PATRZ

TAK TO ON, NA ROZSTAJU DRÓG STOI DOBRY BÓG

ON WSKAŻE CI DROGĘ


JUŻ POD KONIEC DNIA WIDZĘ OBRAZ SWÓJ,

WIDZĘ MIEJSCA W KTÓRYCH BYŁEM, WIDZĘ LUDZI TŁUM

JUŻ POD KONIEC DNIA PUSTEJ SZKLANKI DŹWIĘK

TO CHYBA SEN...

JUŻ POD KONIEC DNIA WIDZĘ OBRAZ SWÓJ,

W PUSTEJ SZKLANCE POMARAŃCZE TO DOBYTEK MÓJ

JUŻ POD KONIEC DNIA, PUSTEJ SZKLANKI DŹWIĘK

TO CHYBA SEN...

JAK ANIOŁA GŁOS...

I JUŻ POD KONIEC DNIA WIDZE OBRAZ SWÓJ,

WIDZĘ USTA W KTÓRYCH NIE RAZ SWÓJ TOPIŁEM BÓL

JUŻ POD KONIEC DNIA, SŁYSZĘ CICHY SZEPT

TO CHYBA SEN...

I JUŻ POD KONIEC DNIA WIDZE OBRAZ TWÓJ

WIDZĘ DŁONIE, CZUJĘ SERCE, TO IDEAŁ MÓJ

JUŻ POD KONIEC DNIA, LECZ NIE SAM-

-LECZ NIE SAM!

JAK ANIOŁA GŁOS...

***

Ostatnio przepełnia mnie optymizm. Niczym nieograniczony... I to jest piękne uczucie... Jak Anioła głos szepczący prosto w Serce... Zapomniałam już jak wspaniały potrafi być uśmiech i ciepło z niego płynące. Aż chciałabym się podzielić tym ciepłem z całym światem... a na dworze zimno! W taki dzień jak dziś chciałabym piec ptysie. I faszerować je bitą śmietaną. Dlaczego ptysie? Bo lubię ptysie. Dziś sama czuję się jak ptyś: wielki, słodki i niemożliwie miękko rozpływający się w ustach. A ja się rozpływam w uśmiechu....

środa, 31 października 2007

O dziadach, z którymi czasem trzeba się borykać...

Ostatnio zabrałam się za porządki. I tu nastąpiło bardzo nieprzyjemne spotkanie. Otóż na mej drodze stanął Prior y Ted Zdrówko. Strasznie marudził! Spuściłabym go ze schodów, ale miał miły uśmiech i dobrze mu z oczu patrzyło, poczciwinie. Wpuściłam dziada do domu, co będzie tak przy schodach stał... Nakarmiłam, napoiłam, posadziłam w kuchni i znów się za porządki wzięłam. Ledwo po odkurzacz sięgnęłam - dzwonek do drzwi. Otwieram, a w korytarzu następny dziad stoi. Zaniedbany, obszarpany, nieogolony. Przedstawił się i spojrzał na mnie jak zbita psina. I wpuściłam dziada do domu. Co będzie ten Prioryt Et Zumro na klatce siedział... Posadziłam dziadzinę w kuchni i do zajęć wrócić chciałam. On na mnie spojrzał, okulary przetarł, westchnął i zaczął monolog wygłaszać. Coś o intelektualnym zacofaniu w naszych czasach i analfabetyzmie wstecznym, o upadku wartości i innych problemach... Wzruszyłam ramionami... A czy ja się dziś urodziłam? Z tymi problemami borykamy się nie od dziś. Wróciłam do porządków. Pukanie do drzwi. Zmęłłam przekleństwo w ustach, ale otworzyłam. A za drzwiami cały tłum takich oberwanych dziadów stoi. Nie zdążyłam drzwi zamknąć - już się do mieszkania wpakowali. Przysiedli na krzesłach, fotelach, kanapie. Na półkach, regałach, podłodze. Do wanny się nawet jeden wpakował bezczelny I zaczęli marudzić jeden przez drugiego! Że zaniedbanie nadeszło, że nikt o nich nie dba, że na świecie znieczulica i w samych ludziach też... Tumult powstał i chaos. Siłę w sobie zebrałam i jak na dziadów nie ryknę! Że nie można tak bez zaproszenia do domu czyjegoś wchodzić, że porządek jakiś musi być i ład też. Że ja nie mam czasu by każdego z nich wysłuchać... I porządek zrobiłam z nimi. Niektórych, co z bzdurami przyszli, w niebyt posłałam - bo i na co mi takie dziady co nic w moje życie nie wnoszą, a tylko czas i nerwy zabierają? A resztę ustawiłam w kolejce i teraz dla każdego znajdę czas. Po kolei. W końcu swoich dziadów Priorytetów każdy sam musi w ustawić...